Tag: inspiracja

  • Sztuczna sztuka

    Sztuczna sztuka

    Cześć, Autorze!

    Czy Ty też miewasz okresy wzmożonych przemyśleń i dywagacji? Ja właśnie zaliczyłam taki tydzień. Wiele tematów układało mi się w głowie – część z potrzeby, część w związku z książką Brene Brown: “Z odwagą w nieznane” (gorąco polecam). Wiele kwestii filtrowałam przez siebie, bo nie były tylko czymś, co domaga się opinii, ale też były to cząstki mojego kolejnego procesu. Wzrosłam przez ostatni tydzień i z zaciekawieniem patrzę na swoją transformację, odkrywam siebie.

    Mimo wszystko, kiedy zadałam sobie pytanie, o czym chcę dziś do Ciebie napisać, myśli pokierowały mnie ku sztucznej inteligencji. Uczy się wiele, potrafi coraz lepiej tworzyć obrazy i nawet napisać opowiadanie. Lęk o zapotrzebowanie na artystów i oburzenie wobec kradzieży dzieł wstrząsa artystycznym światem. To się dzieje teraz i jest dla nas ważne. Dotyczy naszego życia i zaprasza nas do podjęcia rozmów o etyce w zupełnie nowym ujęciu. Nie jesteśmy w filmie science-fiction. Uczymy sztuczną inteligencję tworzyć to, co było dotychczas tylko nasze.

    Przychodzi mi na myśl odcinek pierwszego sezonu antologii: “Miłość, śmierć i roboty”. Nie napiszę tytułu, żeby nie spojlować. W każdym razie jest w tej historii maszyna, która opanowała sztukę. Ta maszyna ma motyw do tworzenia dzieł. To maszyna uczłowieczona na tyle, że nie sposób odmówić jej wrażliwości. Jej historia dotyka, bo odnosi się do naszej wrażliwości i tęsknot.

    W realnym świecie jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Czy kiedykolwiek będziemy – nie wiem. Sztuczna inteligencja tworzy na bazie danych. Jej dzieła to syntetyka tego, co skrywa się pod konkretnym hasłem.

    My artyści również budujemy swoiste podsumowania. W powieściach, a nawet wierszach próbujemy zamknąć doświadczenia lub uczucia, które nas łączą. Malujemy to, co przemówi nie tylko do oka, ale i do serca. Przede wszystkim jednak w dziele zawieramy własną historię, perspektywę, radość i ból.

    Jeśli odejmiemy od siebie te elementy, zbliżymy się do definicji człowieka jako biologicznej maszyny, która istnieje napędzana miarowo pompującym płyny i gazy silnikiem.

    Uważam, że jesteśmy czymś znacznie więcej. W trakcie życia zmieniamy się wielokrotnie. Upadamy i zbieramy się, by posklejać roztrzaskane kawałki na nowo. Reagujemy na świat – przyjmujemy do bazy danych nowe informacje, ale też odkrywamy nowe sposoby na wrażliwość. Bezustannie się rozwijamy, a wraz z tym rozwija się nasza twórcza inteligencja. To informacje połączone z sercem, czyli tym, co filtruje doświadczenia i wciela je w osobowość.

    Tworzymy nowe formy i przestrzenie, bo świat wokół nas się zmienia – rozwijamy go z potrzeb i ambicji, a zaraz potem rozwijamy siebie, by do tego świata dorosnąć.

    Nade wszystko czujemy.

    Czucie to temat, który dla wielu z nas jest potężnym wyzwaniem, a jednak czucia nie sposób wyłączyć.

    I tu myślę o filmie: “Ona”. Koncepcja uczuć sztucznej inteligencji została tam zgłębiona niezwykle umiejętnie. Zakończenie historii ściska mi serce na samo wspomnienie. Jednocześnie wydaje mi się właśnie taki obrót spraw najbardziej prawdopodobny (konsekwentnie odmawiam spojlerów, a film jest wspaniały, więc polecam).

    Myślę zatem, że sztuczna inteligencja nie wytworzy takiej sztuki, jaką my. Nawet jeśli na bazie zapisanych danych wytworzy coś nowego, to będzie inne niż nasze – ludzkie. Sztuczna inteligencja nie zawrze w dziele swojej historii, swojej perspektywy, ponieważ nie czuje. Nie filtruje poprzez wrażliwość.

    Dla mnie, jako odbiorcy dzieła, ta właśnie część jest najważniejsza: historia, odczucia, jakie się za nią kryją. Co się działo, jaki był kontekst i jak postacie ujęte w obrazie doświadczały tej chwili? Dlaczego taka, a nie inna historia zrodziła się w wyobraźni pisarza. Co się filtrowało przez serce poety?

    Z odpowiedzi wyłania się autentyczność.

    Autentyczność to żywotność, prawda w odniesieniu do rzeczywistości, wrażliwość i otwartość, by się podzielić doświadczeniem. To jest prawdziwa odwaga twórcza. W tym tkwi zalążek wartości sztuki. Dla mnie przynajmniej.

    I z tych względów obieram drogę rozwoju i otwartości w kontakcie ze sztuczną inteligencją. Niech się rozwija, niech się rozwijają specjaliści. Rozwój to wiedza, inspiracje i nowe pomysły. Tego się trzymam w moim spojrzeniu na sztuczną sztukę.

    A Ty jak czujesz ten temat?

    Otwarta na rozmowę,
    m

  • Sto procent siebie… w sobie

    Sto procent siebie… w sobie

    Kochany Autorze!

    Co porabiasz? Gdzie jesteś? Co przykuwa Twoją uwagę?

    Ja biorę udział w kursie biznesowym, ale wiesz co… Usłyszałam w trakcie jednego z wykładów coś, co sprawdzi się i na naszym pisarskim gruncie.

    “Dostrzeż swoje dziwactwa, przyjmij je i pozwól sobie na nich budować” – powiedział do nas John Williams, autor książki “F*ck it, let’s play”.

    Od razu uspokoję możliwe wzburzenie: oczywiście, że są takie dziwactwa, które wypadałoby uspokoić, ukoić, a nawet zasięgnąć pomocy specjalisty, ale tu mówimy o dziwactwach bezpiecznych. Na przykład mój znajomy nosi kapelusze. Od razu wiadomo, że to on. Na tym może budować swój poetycki wizerunek. Inny bardzo twórczy kolega to zaprzysiężony introwertyk. Nie dość, że siebie takim lubi, to i wsłuchuje się w swoje potrzeby, chodzi swoimi drogami. Rozmowa z nim to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ wymaga automatycznie wyciszenia.

    Jeśli chodzi o mnie, to optymizm. Jest moim najsolidniejszym filarem. Podczas kontaktu ze mną, na warsztatach i w trakcie sesji otulam nim całą przestrzeń. Być może czasem przez niego wydaję się naiwna, niektórzy mogą postrzegać mnie jako młodszą niż naprawdę jestem, a i pewnie nie jednej osobie przychodzi do głowy, że radość to moja bezpieczna strefa. Wiesz, że nią się zasłaniam i ułatwiam sobie życie.

    Prawda jest taka, że odwiedziłam bardzo mroczne partie siebie. Byłam tam ze sobą. Patrzyłam sobie w oczy i trwałam. Dotknęłam swojego dna i odbiłam się. Wiele doświadczyłam też z różnymi ludźmi i bardzo dobrze wiem, że najwięcej problemów tworzymy sobie poprzez nadmierne trzymanie się… tych właśnie problemów.

    Wiem też, że życie płynie dalej, wszystko się zmienia.

    Poza tym studia psychologii kontemplatywnej pokazały mi, że umysł to narzędzie skomplikowane – na przykład symultanicznie możemy odczuwać smutek i radość.

    Czasami dopada mnie melancholia, czasami mam słaby dzień lub się stresuję, ale i wtedy mam szczyptę dystansu i potrafię rozmawiać o tym z bliskimi. Szukam pomocy lub otulam się ze spokojem. Moja radość przygasa, ale nigdy nie odchodzi.

    A w jaki sposób to się łączy z naszym pisaniem?

    Wiele mówimy i dywagujemy nad poszukiwaniem swojego głosu.

    Dziwactwo może być dla takiego twórczego głosu wspaniałym punktem zaczepienia.

    Być może uwielbiasz dokumenty kryminalne i marzy Ci się zajrzenie do archiwów policyjnych. Być może pracę dyplomową pisałaś o sekcji zwłok (tak, mam tu na myśli bardzo konkretną osobę).

    Wiesz co? Tego chce od Ciebie czytelnik!

    Czytelnik uwielbia patrzeć na świat oczami pasjonata!

    Czymkolwiek się fascynujesz, napiszesz o tym najlepsze teksty. To tym właśnie bakcylem oczarujesz swojego odbiorcę! Tym podbijesz i wydawców, bo Twoje teksty będą prawdziwe i wiarygodne!

    Rozumiesz już, co próbuję powiedzieć?

    Podążaj za swoimi dziwactwami. Zgłębiaj je, dziel się swoją wiedzą, szukaj innych fascynatów. Tworzenie popłynie jak rwąca rzeka, a ludzie poddadzą się jej nurtom.

    Moje dziwactwa… Moje umiłowanie tematu mafii i schodzenia w mroki psychiki. O tych kwestiach mogę rozmawiać bez końca, researchu zawsze mi mało. Może takie tematy i mój promienny uśmiech wywołają u kogoś dreszcz, ale co mi tam! Taka właśnie jestem i idę w to… z radością!

    Z serdecznością,
    m

  • Apetyt rośnie…

    Apetyt rośnie…

    Cześć, Autorze!

    Dzisiaj znów można obchodzić Nowy Rok, tym razem chiński. Składam Ci zatem najlepsze życzenia i chcę wrócić do tematu postanowień, spełniania marzeń i planów…

    W tym roku ustaliłam sobie solidną intencję: pisać, pisać, pisać. Generalnie pisanie to priorytet. Jak wspomniałam ostatnio, rozwój nie wymaga kontroli, wystarczy działać. Z tego właśnie względu każdego dnia po prostu zjawiam się nad kartką lub klawiaturą. Czasami piszę coś sensownego, czasami to po prostu strumienie myśli. Kilka zdań w akapicie podtrzymuje kontakt z fabułą. Robię, ile mogę, bo dni są różne. Nabrałam jednak tyle wprawy, że jeśli nie piszę, to czegoś mi brak. Apetyt rośnie w miarę…

    Poza tym przestałam zajmować się sprawami obojętnymi. Jeśli wiem, że rozmowa z kimś rozciągnie się niemiłosiernie i przy tym nie wniesie ani rozluźnienia, ani mądrości, to dbam o uszanowanie mojego czasu. Zamiast zagłębiać się artykuły, sprawdzam nagłówki i wybieram to, co naprawdę mnie ciekawi. Oglądam to, co sprawia mi przyjemność, bezlitośnie przerywam film lub serial, jeśli nie pasuje mi jakość. W zamian wczytuję się w to, co pogłębia moją wiedzę literacką.

    Czytam książki dobrze napisane, z fabułą przemyślaną, a w międzyczasie rozważam to, co napisała Joanna Wrycza-Bekier w “Magii słów” i Julia Cameron w “Right to write”. W kolejce czekają pozycje o innych aspektach pisania lub życia pisarzy, a ja już chcę całą tę wiedzę pochłonąć, przerobić i wdrażać.

    Dla skuteczniejszego rozwoju zapisałam się na jeden z kursów i zacieram ręce na marzec. Mam nadzieję, że nic się nie przesunie, a grupa dopisze i będę chłonąć jeszcze więcej wiedzy, żeby pisać lepsze dreszczowce. Wspaniale jest wiedzieć już, w jakim gatunku chcę przekazywać swoje opowieści i móc się w nim doskonalić.

    Przy tym wszystkim wyczekuję spotkania z pisarzami w Łodzi. Pisałam już, że coś się szykuje, a teraz termin został ustalony, więc można wyglądać daty z uśmiechem. Na pewno nie raz wrócę do tego tematu – dla podzielenia się inspiracją lub wiedzą.

    Otulam się tym, co kocham i co sprawia mi radość. Nie kosztuje mnie to wysiłku, a nawet powiedziałabym, że dni nabierają barw. Wielkie, wyświechtane już hasła typu: “żyj tym, co kochasz” nie wymagają wiele. Drobiazgi zmieniają bardzo dużo, nakręcają kolejne plany i wydarzenia.

    Polecam Ci to wszystko, Autorze. Zostaw za sobą pustą szufladę. Otaczaj się tym, za czym tęsknisz, a może przydarzy Ci się taki bonus, jak mnie i dane będzie Ci spędzać czas z Włoszką, która w naturalny sposób pogłębi Twój research…? Oczywiście, jeśli tworzysz taką postać, jak Nana Conucci i wcale nie twierdzę, że przebywam pod jednym dachem z kryminalistką… ;p

    Widzisz więc… Pewne decyzje przywołują magię. Zachodzą zdarzenia, jakich nie sposób wyplanować. Nie ma znaczenia, czy za oknem szaro, czy buro, jest uśmiech na twarzy i iskra w oku, a to z kolei ładuje baterię kreatywności.

    Polotu i uśmiechu w tym Króliczym Roku,

    m

  • Ślę słowa w świat

    Ślę słowa w świat

    Cześć, Autorze!

    Jak się masz? Wypełniasz swoje pisarskie postanowienia? Efekty są? Podziel się nimi. A jeśli ich jednak brakuje, to pomarudź, bo nie ma nic gorszego jak kumulacja niezadowolenia.

    I otóż to! Znaczy to pierwsze to, czyli dzielenie się efektami. Ostatnio poznałam całą grupę ludzi. Człowiek się kręci tu i tam, czasem nawet nie pozna imienia jednej osoby, a czasem wypada wręcz te imiona zapisać. I szczerze nie wiem, czy to kwestia mojej wzmagającej się pewności siebie, czy może otaczająca mnie radość, ale coraz częściej rozmawiam o moim pisaniu z obcymi ludźmi.

    Dawniej coś napomnknęłam. Niknęło to w gąszczu historii. Płoszyłam się na byle zmianę tematu. Rozpraszałam się i odsuwałam rozmowę od siebie. Teraz jest inaczej. Mówię. I jestem słuchana. Nie, jak nauczyciel czy wykładowca, ale słuchana z zainteresowaniem.

    Uwaga poświęcona introwertykowi może go zgubić, zwłaszcza jeśli to młody artysta, ale mnie ta uwaga karmi. Rozwijam temat w kolejne odpowiedzi, już omalże wygłaszam elaborat. I mało mi!

    Zastanawiam się więc, co mówić, żeby się nasycić, a zarazem nie zamęczyć rozmówcy. W ten oto sposób zaczynam ćwiczyć moje blurby i pitche. Jeszcze ich nie trenuję na ludziach, ale układają mi się w głowie. Wiem, że nadejdzie czas i na to.

    Na razie nie tylko odczytuję reakcję słuchaczy na moje pomysły, zanim zabiorę się do ich napisania, ale też osadzam się w roli pisarki. Nadaję temu jeszcze solidniejszego znaczenia. Im więcej osób taką mnie poznaje, tym więcej ludzi wyłania się zza rogu, a ja rosnę w siłę. Wyćwiczyłam odpowiedzi na podchwytliwe pytania. Nade wszystko jednak w naturalny sposób trenuję rozmowy z wydawcami!

    Opowiadam Ci to, bo wciąż jesteśmy w tym czasie roku, kiedy próbujemy ustalać i planować. Organizowanie rozwoju brzmi abstrakcyjnie, a jednak jest bardzo trendy, a przy tym wielu z nas już męczy. Niosę więc do Ciebie, Autorze, pogodną myśl:

    Działaj!

    Po prostu. Rób swoje, a świat zadba o resztę. Podejmuj próby, śmiej się z niepowodzeń, wyciągaj wnioski i działaj. Efekty będą się kumulować aż spojrzysz w lustro i zobaczysz siebie w nowych szatach! Nie we wszystkim musimy być uważni, czujni i kontrolujący. Wystarczy działać, doceniać małe ruchy naprzód.

    Luzu w działaniu,
    m

     

    P.S. Zdjęcie mnie i królewskiego corgi zrobiła Magdalena Lytek-Dehiles 

  • Piszę i już!

    Piszę i już!

    Witaj w Nowym Roku, Autorze!

    Jak się zaczął Twój styczeń? Czy masz jakieś postanowienia? Rozpalił się nowy płomień do działania? Może to właśnie w tym roku czeka Cię debiut lub wygrana w konkursie… A może niebawem znajdziesz wymarzonego redaktora… Mnóż marzenia, bo od tego wszystko się zaczyna. I niech Ci się spełniają!

    Mnie końcówka roku upłynęła na codziennym pisaniu, a w Nowy Rok wkroczyłam z kolejnymi warsztatami rozwojowymi dla pisarzy. Zadziwia mnie zainteresowanie tematem! Łódź to miasto pióra! Wpadają mi zatem do głowy coraz to lepsze pomysły i postanawiam w tym roku stopniowo wcielać je w życie. Pisałam już kiedyś, że pisanie mnie nigdy nie zawiodło, więc w tym roku bardziej mu zaufam i oprę się na nim. Będziemy rozkwitać.

    Warsztaty, które nazwałam wesołym hasłem: “Piszę i już!”, ściągnęły różnych i utalentowanych ludzi! Już samo przebywanie w podobnym gronie dodaje skrzydeł. Poruszaliśmy temat produktywności w pisaniu, pobudzaliśmy wyobraźnię i myślenie skierowane na rozwiązania. Ćwiczyliśmy się we wspólnym lepieniu opowieści, ale znalazł się i czas na rozmowę o procesie wydawniczym.

    Kolejny raz wysłuchałam na koniec wszelkich zwrotów i przyniosły mi koncepcję, by przygotować cały program zajęć. Będę zatem informować o postępach działań. Jeśli natomiast mieszkasz w Łodzi, to szykuj się, Autorze – będą jeszcze jedne warsztaty, a i klaruje się coraz bardziej pisarski krąg.

    Niesamowite jest dla mnie to, że gdy przeprowadzałam się do Łodzi, wymieniony krąg był jedną z pierwszych grup, jakich szukałam. Nie pomyślałam wtedy, że mogę się przyczynić do jego powstania! Gdy prowadzę zajęcia, serce mi rośnie na myśl, jak bardzo pisarzy karmi przebywanie razem. Dlatego więc zakasuję rękawy i niech się dzieje!

    Przy okazji muszę pochwalić łódzkie biblioteki. Nie tylko są wspaniale odremontowane, goszczą nas pięknymi wnętrzami, barwnymi okładkami książek, ale też bardzo fajnymi zespołami bibliotekarzy. To pasjonaci nie tylko czytania, ale i sztuki, rozwoju. Polecam wdawanie się z nimi w rozmowy i oczywiście zabieranie do domu książek, co jeszcze bardziej rozwiną myślenie pod kolejne dyskusje. I to nie jest sztywna polecajka. Zwiedziłam sporo miast w życiu, a do bibliotek zaglądam z automatu, zupełnie jak do księgarń. Nie spotkałam jeszcze przestrzeni i ekip tak przyjaznych, jak w Łodzi.

    Na koniec trochę prywaty do uczestników wczorajszych zajęć: dziękuję za Waszą kreatywność i odwagę do ćwiczeń rozwojowych. Wiem, że to jeszcze nowy grunt. Kursy rzemiosła pisarskiego rosną, jak grzyby po deszczu, a mało jeszcze mówi się o tym, co wczoraj określiłam jako: “dojrzewanie twórcy do biznesu”. Wyrabianie sobie grubej skóry, wstawanie po kolejnych odmowach, pukanie do kolejnych drzwi, a przy tym dbanie o swój autentyczny głos w powieści są równie kluczowe, jak znanie swoich narzędzi pracy.

    Życzę więc i moim uczestnikom, i Tobie, Autorze, by rozwój szedł w parze z edukacją.

    Zaciekawiona tym rokiem
    m

  • Równowaga

    Równowaga

    Cześć, Autorze!

    Listopad zagościł na dobre, świat nabiera odcieni szarości, więc sklepy już barwią go kolorowymi światełkami Świąt. To czas przejścia – już nie lato, jeszcze nie zima. To czas zaglądania w siebie bardziej, a może się to okazać trudne. Dobrze się jednak zaczepić o jedną z myśli i próbować. U mnie wygląda to obecnie tak…

    Mam wrażenie, że już o tym wspomniałam, ale układa się to we mnie, więc wróćmy do tematu: pisanie nie jest oderwane od życia. Wszystko dlatego, że czytam w końcu Bondy “Maszynę do pisania”. Bardzo polecam, zwłaszcza na początku poznawania pisarskiego rzemiosła. Wiele w tej książce systematyzacji, podpowiedzi  i wyjaśnień. Od poszukiwania własnego głosu, przez głos narratora po lepienie fabuły. Rzetelnie opracowany temat. Czytając, wyciągam wniosek z pierwszego zdania tego akapitu i już się w tej myśli rozwijam.

    Pisanie bazuje na naszych doświadczeniach i wrażliwości. Im lepiej potrafimy przekładać te pierwsze na fabułę, tym lepiej ona wychodzi, a im większa nasza wrażliwość, tym umiejętniej dodajemy drugie dno. Jest też codzienność i fakt, że w ciągu roku mamy różne okresy. Może być bardzo twórczo albo kompletna posucha. Często podchodzimy to sprawy zadaniowo: skoro pisałam wczoraj, to powinnam móc i dziś. Zaciągamy się nad klawiaturę i wychodzi… nic.

    To jeden ze scenariuszy na odkładactwo.

    Przeczuwamy, że z pisaniem wiąże się jakieś wyzwanie, a ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, jakie, podejmujemy ucieczkę. Góra prania czeka, pokój już dawno powinien zyskać nowy regał, a te komodę można przestawić. W komodzie pełno szpargałów, które trzeba wyjąć, przejrzeć, wyrzucić. Albo… Foldery zalegają w komputerze. Zawierają ten sam tekst milion razy, a rozeznanie w nałożonych poprawkach to misja równa wyprawie na Marsa. Lub… Książka jest już napisana i wypada pomyśleć nad promocją, ale najpierw trzeba skontaktować się z ludźmi i nie wiadomo, jak zabrać się za znalezienie tych właściwych.

    Każda z tych kwestii mówi nam wiele, jeśli tylko skusimy się posłuchać. Może to być sprawa braku równowagi.

    Może sprzątanie, wyrzucanie i nowe meble oznaczają dla nas potrzebę porządkowania, tęsknotę za sukcesywnie ukończonym zadaniem. Nie dość, że robi się to własnymi rękami, to jeszcze wyobraźnia może odpocząć, bo decyzje należy w tym podejmować głównie organizacyjne. Efekty widać i czuć – od razu.

    Być może chęć przekopania się przez foldery to znak, że umysł potrzebuje klarowności: na którą wizję tekstu się decydujesz? Nadmiar poprawek to też wiadomość, że ćwiczymy nie ten mięsień, co trzeba. Kiedy na siłowni próbujemy wzmocnić łydki, nie będziemy robić brzuszków, prawda? I tak samo jest z pisaniem: za poprawki odpowiada wnikliwy analito-krytyk, podczas gdy przy budowie tekstu potrzeba nam umysłowego inżyniera. Umysł potrzebuje ogarniać wizję i podejmować decyzje w odniesieniu do kolejnych partii tekstu, z elastycznym podejściem.

    Brak ludzi, którzy pomogą nam promować książkę, może być informacją, że za bardzo wkręciliśmy się we własny introwertyzm i ograbiamy się z możliwości dzielenia swoimi twórczymi przygodami z innymi pasjonatami. Ograbiamy, bo w ten sposób nie pozwalamy sobie być w otoczeniu ludzi takich samych, jak my. Odizolowane pisanie nie idzie.

    To tylko przykłady, ale widzisz, Autorze, że może być różnie.

    Można śmiać się z Murakamiego i nawet mylić go z biegaczem, ale jego pasja do tego sportu skutkuje równowagą z procesem twórczym. Jest czas na ciało i jest na umysł.

    Takich swoich balansów warto szukać, zamiast ganić się za brak pisania, za odkładactwo.

    Jeśli siedząc nad klawiaturą, czuję się samotna, to impuls do wyjścia z przyjaciółmi. Jeśli się wiercę i dreptam, zamiast przebierać palcami po klawiszach, może właśnie chce mi się pobiegać. Może nie chce mi się gapić w ścianę, może właśnie potrzebuję podoświadczać lasu.

    Na pewno dla wielu z nas to oczywiste, a jednak bardzo często zmagamy się z odkładactwem, a ponieważ opiewam łagodność, zachęcam do zbadania tej poszlaki.

    Czy Twoje odkładactwo nie krzyczy o braku równowagi?

    Pisanie powinno przecież być przyjemnością – decydujemy się na nie, niezależnie czy piszemy książki, czy artykuły. Przelewanie własnych myśli na papier powinno nam przynosić frajdę albo chociaż ulgę.

    Jeśli więc coś Cię trzyma, odkładasz i teraz czytając ten list, czujesz rezonans, to pomyśl: jak wzmocnić moją radość do pisania?

    Obiecuję, że podążenie za odpowiedzią pomoże Ci spotkać się z wewnętrznym dzieckiem i poczuć to, co Cię na samym początku ściągnęło nad kartkę. Tak, ta radość wciąż tam jest. Niekiedy po prostu trzeba się do niej dokopać… poprzez poszukanie równowagi.

    Fajnych przemyśleń,
    m

  • Spadek formy

    Spadek formy

    Cześć, Autorze!

    Czy u Ciebie też czasem pojawia się swoisty czas mroku? Nic się nie chce, a życie zdaje się miałkie.

    Tak, tak właśnie u mnie obecnie jest. Wyklikałam się, że tak powiem. Nie działam na baterie, a jednak moce mi się chwilowo wyczerpały. Radość się pojawia, ale towarzyszy mi ogólna niemoc i w tle głowy brzęczy myśl: kocyk najlepszym przyjacielem.

    Potrzebuję wyciszenia, ale jest też tęsknota za frajdą tworzenia.

    I wiesz co… Łączę jedno z drugim.

    Trochę już żyję i znam siebie na tyle, by wiedzieć, że kiedy brak mi ożywczego nurtu inspiracji, świat traci kolor. Dlatego też najpierw postanowiłam się zasilić.

    W ruch poszły książki. W minionym tygodniu odrzuciłam: “Shantaram”, “Tam, gdzie las spotyka się z niebem”, “Inne światy”, “Tokio vice”. To nie są złe książki! Wręcz przeciwnie – każda miała coś urzekającego, ale z różnych względów zostały na razie zamknięte. Nie porwały mnie.

    Seriale oglądam, ale na każdy jestem w stanie pomarudzić. W “Rodzie smoka” dostrzegłam same minusy – co tu więcej mówić. Bałam się włączyć takie “Billions”, bo jak zdyskredytuję wysoką półkę, to co mi pozostanie?

    Jednak, żeby nie było, że inspiracji szukam jedynie w historiach istniejących, to… przyglądam się. Przygotowuję jedzenie. Szukam wyjątkowości w aromacie kawy. Bawię się z moją kotką (kocur się ze mną nie bawi. Wystarcza mu kolorowa mysz i impuls do polowania). Rozmawiam z bliskimi.

    Ostatnie, co mnie dogłębnie ucieszyło, to błękit nieba i promienie słońca złocące się na liściach drzew. To było tydzień temu.

    A przecież już za tydzień dziać się będą rzeczy ekscytujące: premiera antologii “Kalejdoskop mikołowski”, co dodatkowo pozwoli mi spotkać kochanych współszaleńców (znaczy współautorów oczywiście) i zaraz po premierze warsztaty o prokrastynacji, a z nimi interakcja z ludźmi takimi, jak Ty i ja. Ludźmi pióra.

    Są to powody do radości!

    I co ze sobą począć, jak szukanie iskry nie działa i wciąż się człowiek nie zapala?

    Pozwolić sobie odpoczywać.

    Dostrzec, że czasem robimy za wiele i naprawdę się wyczerpujemy.

    I zaakceptować podejście: “nic na siłę”.

    Stan, jakiego doświadczam, można przechodzić na wiele sposobów. Rozwój i dbanie o siebie pozwala iść przez to łagodnie. Zaśmiać się, jak jest chęć. Poszukać przytulenia. Pogapić się w ścianę. Z zaufaniem do siebie – ze świadomością, że to przejściowe.

    Głęboko wierzę, że wszystkie doświadczenia pozwalają nam wzrastać pisarsko.

    To, jak przez nie przechodzimy i jakie mamy podejście, jest kluczowe.

    Właśnie dlatego postanowiłam wspierać innych piszących. Zadbane narzędzie przekłada się na jakość dzieła. Rozumiesz, prawda?

    Każdy może napisać tekst o smutku, żalu i złości. O próżni lub trudach w życiu. Perełką jednak będzie ten tekst, który reprezentuje mądrość naszych indywidualnych wglądów. Tak właśnie wnosimy jakość w życie czytelników.

    Dlatego ostatecznie…

    Siedzę jak góra. Oglądam niebo wokół siebie. Pozwalam ptakom przelatywać. Czasem próbuję się poderwać, ale jeszcze nie czas. Oddycham.

    Ładuję swoje baterie.

    A Ty, Autorze, jak ładujesz swoje? Co Cię zasila?

    Życzę Ci w tym tygodniu harmonii,
    m

  • Tekst na zapas

    Tekst na zapas

    Cześć, Autorze!

    Nie, to nie jest selfie. To jest zdjęcie morza ze mną! Stąd mój humor! Dodatkowo, ponieważ właśnie nagrywałam materiał do promocji “Kalejdoskopu mikołowskiego” i moje oczy miały dość słońca i wiatru (czyt. odkryły własne morze, które zrobiło niezły przypływ na moje policzki), okulary również nie stanowią elementu trendy looku. Ratują przed łzawą powodzią.

    Ale… po tym długim wstępie… Co u Ciebie? Jak służy Ci jesień? Co dobrego czytasz albo oglądasz? Nad czym toczysz refleksje?

    Ja odkrywam swoją elastyczność. Oczywiście pisarską.

    Wiesz, jak to jest, kiedy piszesz tekst i zastanawiasz się, po co, skoro przeczyta go kilka osób i na tym zakończy się jego kariera?

    Dawno temu napisałam taki tekst. Pisałam bez wytchnienia przez trzy dni. Niosła mnie twórcza radość. Miałam mocną wizję i rozumiałam, co chcę przekazać. Obce mi wtedy jeszcze były hasła: “przemiana bohatera”, “kotu na ratunek”, “dialog to część fabuły”. Pisałam po prostu historię, która mi się pałętała po głowie.

    Japończyk, socjopata siedzi w karcerze i zżera go chęć pozabijania wszystkich, nawet za cenę własnego życia. Traf chciał, że na jego drodze staje… Nana Conucci.

    Tak oto napisałam zalążek ich wspólnej historii. Podzieliłam się nim z bliskimi i odłożyłam w odmęty folderów.

    Minęło kilka lat, tekst się uleżał. Raz czułam go lepiej, raz gorzej. Rzemiosło zaczęłam szlifować i przyszedł czas, by poprawić stary tekst.

    Zmieniłam mu tytuł, dopracowałam szczegóły. Poprawiłam literackie oblicze relacji między Naną a Japończykiem. Przekazałam tekst bliskim i kilku mądrym pisarkom. Ich wrażenia dodały mi odwagi. Podjęłam decyzję, że trzeba zacząć publikować. Czas już konsekwentnie pisać historię Nany, niech się warsztat szlifuje na tekstach.
    Później, jak wiesz, stała się rzecz wspaniała. Zaczęłam publikować. Mianowano mnie pisarką i oto jestem.

    I co z tym tekstem?

    W przyszłym roku doczeka się miejsca w kolejnej antologii!

    Tu powinny być fanfary! Także przez chwilę zatrzymajmy się i je sobie wyobraźmy…

    Nic więcej na razie nie zdradzę. Wykorzystam czas, by dopieścić szczegóły i będę się chwalić, gdy tylko prace zaczną nabierać tempa.

    Zapowiadałam wcześniej, że pracuję nad kolejnym opowiadaniem o Nanie. “Sangue” pojawi się online już niedługo. Przejdzie proces sprzątania i będę mogła przekazać je szerszemu gronu. Przecież najważniejsze pytania, z tym o pendrive na czele, nie mogą dłużej wisieć w powietrzu.

    Pomysł na dalszy skrawek historii Nany już świta mi w głowie…
    Zapowiada się więc owocna jesień!

    A dlaczego tak zatytułowałam list? Dlatego, że chciałam powiedzieć Ci, że teksty nie znikają. Leżakują niczym wino. Im dłużej dojrzewają, tym lepiej. W najmniej oczekiwanym momencie są gotowe otrzepać się z kurzu i zaprezentować światu.

    Pisz więc. Nie zniechęcaj się. A jak Cię zaskoczy konkurs albo możliwość wydawnicza, zaglądaj do starych folderów, bo kto wie, co się tam skrywa…

    Życzę Ci spadania na cztery rogi (kartki),
    m

  • Premiera!

    Premiera!

    Cześć, Autorze!

    Co u Ciebie? Pogoda nie daje się ujarzmić? Ja co drugi dzień zaliczam sztorm i słońce. Mewy zdają się najszczęśliwsze, bo morze wyrzuca na brzeg same rarytasy, z homarami na czele.

    Dzieje się. Premiera kolejnej antologii z moim tekstem nadchodzi wielkimi, ogromnymi wręcz krokami! Już zdradzam, co i jak, i kiedy.
    Zdaje mi się, że mija już rok od czasu, gdy Magdalena Lytek-Dehiles zaprosiła mnie do projektu związanego z 800-leciem miasta Mikołów. Tekstów wspólnie z innymi wspaniałymi pisarzami napisaliśmy trzynaście. Jest to nasz międzymiastowy prezent na urodziny Mikołowa. Każdy tekst jest o czymś innym, ale łączy je Stara Apteka na Rynku.

    Przydałoby się zdradzić coś z zaplecza tego projektu…

    Od samego początku chciałam napisać coś o kotach. Pierwsza koncepcja była bardzo mroczna i jak to u mnie bywa – epicka. Musiałam swoje ze sobą przewalczyć, żeby pomysł nie rozrastał mi się w głowie niczym bluszcz.

    Drugim wyzwaniem było przypominanie sobie ślónsko godka. Przypominanie, ponieważ okazało się, że w moim domu w Zagłębiu sporo było gwary. Więcej niż myślałam! Tak oto zaczęło się poznawanie mojej rodziny na nowo – zwłaszcza tej ze strony taty, który spędził w Katowicach lwią część życia i w naturalny sposób przemycił do domu naleciałości śląskiej kultury.

    Trzecia sprawa to związek. Może to będzie nieco prywaty, ale chcę się tym z Tobą podzielić, bo pisanie nie jest oderwane od życia i czasem musi się ułożyć na nowo w nowych okolicznościach. U mnie był to czas wspólnego zamieszkiwania z partnerem i odkrywanie rytmów życia i pisania w tej zmianie. Mój partner dopingował mnie dzielnie, choć sam musiał rozpoznać to nowe stworzenie zwane pisarką. Doświadczał mnie w mojej ciszy, odosobnieniu, zamyśleniu, gadaniu ciągle o jednym, poszukiwaniu zdań i śmianiu się z rzeczy, które w procesie twórczym zrozumiałe były głównie dla mnie.

    Życie z pisarką to z pewnością temat na cały osobny blog.

    Tak czy inaczej poradziliśmy sobie i późną nocą wysłałam w końcu gotowy tekst.

    Pierwszą reakcją Magdaleny był śmiech, więc liczę na to, że pozostali czytelnicy będą mogli właśnie tego doświadczać.

    O czym zatem jest moje opowiadanie? Jego tytuł to: “Koci głos”.

    Pela Żur – weterynarka z Sosnowca – odkrywa kocią anomalię, kiedy pewnego jesiennego dnia koty zaczynają przemawiać. Co gorsza demoniczne przesłanie przypłacają życiem, a Pela jak na prawdziwą miłośniczkę kotów przystało, postanawia za wszelką cenę uratować czworonogi. Bo co to byłby za świat, gdyby kotów zabrakło? Jaki ma z tym związek bebok i jakie tajemnice Zagłębia oraz Śląska można odkryć w Mikołowie? Przygodowa lektura na deszczowe popołudnie odpowie Ci już niebawem, Autorze. Po jej przeczytaniu inaczej spojrzysz na koty.

    28 października szykujemy spotkania i celebracje z okazji premiery. Zapraszam i Ciebie! Szczegółami będę dzielić się na Facebooku, ale zaklep już termin i wpadaj do Mikołowa. Wraz z grupą wspaniałych pisarzy zapewniamy świetną zabawę!

    Tymczasem życzę Ci równie radosnych publikacji,
    m

  • Poprawki poprawek

    Poprawki poprawek

    Cześć, Autorze!

    W tym tygodniu działam prężnie, a Ty? Nie tylko układam w głowie kolejne elementy fabuły historii o Nanie Conucci, ale i popełniłam kilka ważnych dla mnie postów, a na koniec podzieliłam się wiadomością o warsztatach, które będę prowadzić. Warsztaty o prokrastynacji to coś, do czego nieświadomie szykowałam się od dawna. Ostatnie miesiące zaś to porządkowanie i uświadamianie sobie narzędzi, jakie zebrałam do tego, żeby pisać zamiast tylko planować.

    Jestem więc podekscytowana i na pewno w najbliższym czasie jeszcze wrócimy do tego tematu.

    Dziś jednak obiecałam – opowiem o kolejnym etapie procesu pisania. Oczywiście u mnie, bo Ty piszesz swoje historie albo artykuły i masz na pewno własne określenia. I tak, wyjaśnię, po co mi ten świąteczny obrazek powyżej. Cierpliwości…

    U mnie po drafcie oraz impasto następują porządki.

    To jest taki moment, kiedy wklepałam ostatnie zdania, zegar wybił północ i ja już nie widzę nic w tekście. Czuję się wypluta, zmęczona, ale i mam satysfakcję. Przez chwilę łapię powietrze. Patrzę kątem oka na ukończoną formę. Drukuję. Trzymam swoje dzieło w ręce.

    A potem zaczynam nim gnębić osoby postronne.

    Najpierw chrzestną wszystkich moich tekstów: Paulinę Sieczkowską. To moja nieoceniona betareaderka. Nie dość, że rozumie, co chciałam przekazać, to jeszcze ma tyle serca do moich bohaterów, co i ja. Jej uwagi są na wagę złota. Dotyczą fabuły, ale i moich skrótów myślowych. Rytmiki prowadzenia opowieści. Zwrotów akcji.
    Zdarza się, że po jednej obróbce u Pauliny, z tekstu zostaje sam ogryzek i lepię ponownie całą resztę. Także tekst wędruje między nami aż dochodzimy do wniosku, że to jest to. Wtedy weryfikuje go mój zespół czytelników bliskich.
    Są mi bliscy, ale i szczerzy. Wyłapują literówki, dzielą się wrażeniami, zadają kluczowe pytania.

    To, co zainteresuje ich na tym etapie, jest dla mnie inspiracją do kolejnego tekstu. Jest to więc bardzo ważny element porządków – nadaje mi kierunek do dalszych prac.

    Na koniec tekst frunie do takich wprawionych rąk, jak te należące do Ady Johnson. Jako profesjonalna redaktorka (i pisarka z wielką wyobraźnią) magluje tekst na wszystkie strony.
    Nie ma zmiłuj, ale to wyciska z opowieści sam nektar.

    Ponownie partie tekstu mogą wędrować. Zdania zostają skasowane, akapity rozpisane. Toczą się dyskusje na tematy wszelkie – od tego, jak odmieniać imiona, przez to czy można zaglądać do bagażnika tak, by nie uchwyciły tego kamery garażu, po logikę zadawania ciosów w bójce.

    Tu trzeba być twardym, ale i elastycznym ;p

    Innymi słowy w pracy z redaktorem liczą się rzeczy takie: wiedz, co chcesz napisać i kim jesteś. Znajdź wspaniałego redaktora, najlepiej takiego, który lubi gatunek, w którym piszesz. Przygotuj się na uzasadnienia i wiedz, na co możesz się zgodzić.

    Jak już obie strony są zgodne, że mogą się bez blamażu pod tekstem podpisać, to pora na czas korekty. To już raczej drobiazgi. Mogą się pojawić literówki, jakieś przesunięcia przy rozkładaniu tekstu na układ druku (tzw. łamanie – jak okrutnie to brzmi na zakończenie prac, co?), także warto poświecić czas na dopieszczenie.

    Taki wymuskany, wypieszczony tekst przestaje być już tylko mój. Należy do odbiorcy. Zrobiłam robotę, mogę napić się ze spokojem kawy, a czytelnik może się cieszyć lekturą.

    I tak to wygląda u mnie i od strony technicznej.

    A jeśli piszę artykuły? W przybliżeniu tak samo, tylko tekst zamiast przechodzić przez tyle rąk, przechodzi czas leżakowania i sprawdzam, czy będę z niego zadowolona. Czy mnie reprezentuje tak, jak tego chcę. W miarę możliwości, czy będę z niego zadowolona za rok.

    Jeśli więc chcesz pisać książki, to weź to przemyśl…

    Nie, to żart. Pisz! I pisz bez obciążeń, bo zobacz, ile osób jeszcze pomoże Ci uporządkować tekst! Pisz radośnie! I pisz dużo! Na świecie jest miejsce na wielu Stephenów Kingów!

    Szerokich akapitów!
    m

Magdalena Krok Naprzód
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.