Kategoria: list

  • Miłość do słów

    Miłość do słów

    Autorze!

    Jak ja kocham słowa! Uwielbiam! Przejawia się to w słowotoku, który czasem wypływa mi z ust niczym strumienie dialogów “Gilmore Girls”. Innym razem słucham w wielkim skupieniu i przyznam się, że w myślach zdarzy mi się poprawiać rozmówcę, ale chyba tylko dla udowodnienia sobie samej, że zwracam uwagę i znam słowną prawdę. Potrafię też nad słowami medytować. W kompletnej ciszy, gapiąc się w przestrzeń albo kartkując słowniki, albo zasłuchując się w piosenki. Cenię ten stan poszukiwania słowa, zwłaszcza jeśli chcę umieścić je w tytule.

    Znajdywanie tytułu to dla mnie wspaniała przygoda. To smakowanie wina. Rozkoszowanie się ciastem czekoladowym. Nacieszanie oka dziełami Salvadora Dalego. Chłonięcie pejzażu i gry światła na horyzoncie. Nawet jeśli tytuł potrzebuje więcej czasu, żeby się wyłonić, cierpliwie go wyczekuję.

    Szukam słów niejednoznacznych, zaskakujących i takich, które zmuszą do myślenia lub zatrzymania się. Nie martwię się, kiedy brakuje słowa w języku polskim. Dlatego właśnie wybrałam tytuł “Nu gui” – to brzmi znacznie lepiej niż “zły damski duch”, “upiorzyca”, “zjawa”. To już coś mówi o mojej bohaterce i przywodzi na jaw ducha rodem z “Kręgu” czy “Klątwy”, a nie jedną z dam zamkowych, o których to mamy całe mnóstwo legend.

    Podobnie jest z tytułem “Sangue” do opowiadania, które dopracowuję. Mogłoby być po prostu “Krew”, ale włoski odpowiednik niesie już w sobie typ charakteru, wnosi informację, że zapraszam czytelnika do Włoch, do włoskiej rodziny – tam, gdzie krew gotuje się najmocniej. To też odniesienie do tego, z czym próbuje radzić sobie Nana – z krwią na rękach i z relacjami rodzinnymi. W jednym słowie całe bogactwo.

    A na deser mamy “Behesht” – opowiadanie, które już niebawem przejdzie redaktorski szlif. To twarde słowo. Brzmi omalże jak przekleństwo. Nie sposób go mięciutko wyszeptać w ucho dziecka. Jest krótkie – kończy się, zanim naprawdę rozbrzmi. I sięga do starych tradycji perskich, kiedy wyobrażenia nieba i piekła były inne niż znamy je dziś. Które z tych dwóch oznacza? I co to mówi o moim bohaterze? Jeśli nie wygooglujesz, a nawet cierpliwie poczekasz na premierę książki, wyjaśnię to całym tekstem.

    Poza wyszukiwaniem słów do tytułów, uwielbiam też czytać poszukiwania innych. Czy to będą przemyślenia i objaśnienia językoznawców, czy rozprawy socjologów i psychologów. Jaka historia stoi za słowem fascynuje mnie równie mocno, jak to, czym to słowo nam obecnie smakuje.

    Przemianę przeżywa słowo “wiedźma”. Używane coraz częściej z czułością odrywa się od znaczenia “baby jagi”. “Diabeł” również odkleja się od “szatana”. Słowo takie jak “współczucie” nabiera coraz mocniejszego znaczenia “współodczuwania” zamiast “użalania się nad kimś”.

    Wisienką na torcie są analizy słów mocy, wokół której miłośnicy natury człowieka budują całe prace naukowe. To właśnie, obok mądrości, cieszyło mnie najbardziej podczas czytania książek Brene Brown. Podziwiam ją za konsekwentne badanie natury ludzkiej przez pryzmat słów. Nauczyłam się dzięki temu wiele – spędziłam ze słowami takimi jak “przynależność”, “odwaga”, “ autentyczność” całe dni. Mogłam je przeanalizować, a później sprawdzić jak we mnie rezonują. Mogłam zweryfikować ich znaczenie przedstawione przez Brene. Filtrowałam i układałam: słowa w sobie i siebie wobec słów.
    I tak właśnie wzrosłam.

    Niech Cię niosą słowa, Autorze,
    m

  • Sztuczna sztuka

    Sztuczna sztuka

    Cześć, Autorze!

    Czy Ty też miewasz okresy wzmożonych przemyśleń i dywagacji? Ja właśnie zaliczyłam taki tydzień. Wiele tematów układało mi się w głowie – część z potrzeby, część w związku z książką Brene Brown: “Z odwagą w nieznane” (gorąco polecam). Wiele kwestii filtrowałam przez siebie, bo nie były tylko czymś, co domaga się opinii, ale też były to cząstki mojego kolejnego procesu. Wzrosłam przez ostatni tydzień i z zaciekawieniem patrzę na swoją transformację, odkrywam siebie.

    Mimo wszystko, kiedy zadałam sobie pytanie, o czym chcę dziś do Ciebie napisać, myśli pokierowały mnie ku sztucznej inteligencji. Uczy się wiele, potrafi coraz lepiej tworzyć obrazy i nawet napisać opowiadanie. Lęk o zapotrzebowanie na artystów i oburzenie wobec kradzieży dzieł wstrząsa artystycznym światem. To się dzieje teraz i jest dla nas ważne. Dotyczy naszego życia i zaprasza nas do podjęcia rozmów o etyce w zupełnie nowym ujęciu. Nie jesteśmy w filmie science-fiction. Uczymy sztuczną inteligencję tworzyć to, co było dotychczas tylko nasze.

    Przychodzi mi na myśl odcinek pierwszego sezonu antologii: “Miłość, śmierć i roboty”. Nie napiszę tytułu, żeby nie spojlować. W każdym razie jest w tej historii maszyna, która opanowała sztukę. Ta maszyna ma motyw do tworzenia dzieł. To maszyna uczłowieczona na tyle, że nie sposób odmówić jej wrażliwości. Jej historia dotyka, bo odnosi się do naszej wrażliwości i tęsknot.

    W realnym świecie jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Czy kiedykolwiek będziemy – nie wiem. Sztuczna inteligencja tworzy na bazie danych. Jej dzieła to syntetyka tego, co skrywa się pod konkretnym hasłem.

    My artyści również budujemy swoiste podsumowania. W powieściach, a nawet wierszach próbujemy zamknąć doświadczenia lub uczucia, które nas łączą. Malujemy to, co przemówi nie tylko do oka, ale i do serca. Przede wszystkim jednak w dziele zawieramy własną historię, perspektywę, radość i ból.

    Jeśli odejmiemy od siebie te elementy, zbliżymy się do definicji człowieka jako biologicznej maszyny, która istnieje napędzana miarowo pompującym płyny i gazy silnikiem.

    Uważam, że jesteśmy czymś znacznie więcej. W trakcie życia zmieniamy się wielokrotnie. Upadamy i zbieramy się, by posklejać roztrzaskane kawałki na nowo. Reagujemy na świat – przyjmujemy do bazy danych nowe informacje, ale też odkrywamy nowe sposoby na wrażliwość. Bezustannie się rozwijamy, a wraz z tym rozwija się nasza twórcza inteligencja. To informacje połączone z sercem, czyli tym, co filtruje doświadczenia i wciela je w osobowość.

    Tworzymy nowe formy i przestrzenie, bo świat wokół nas się zmienia – rozwijamy go z potrzeb i ambicji, a zaraz potem rozwijamy siebie, by do tego świata dorosnąć.

    Nade wszystko czujemy.

    Czucie to temat, który dla wielu z nas jest potężnym wyzwaniem, a jednak czucia nie sposób wyłączyć.

    I tu myślę o filmie: “Ona”. Koncepcja uczuć sztucznej inteligencji została tam zgłębiona niezwykle umiejętnie. Zakończenie historii ściska mi serce na samo wspomnienie. Jednocześnie wydaje mi się właśnie taki obrót spraw najbardziej prawdopodobny (konsekwentnie odmawiam spojlerów, a film jest wspaniały, więc polecam).

    Myślę zatem, że sztuczna inteligencja nie wytworzy takiej sztuki, jaką my. Nawet jeśli na bazie zapisanych danych wytworzy coś nowego, to będzie inne niż nasze – ludzkie. Sztuczna inteligencja nie zawrze w dziele swojej historii, swojej perspektywy, ponieważ nie czuje. Nie filtruje poprzez wrażliwość.

    Dla mnie, jako odbiorcy dzieła, ta właśnie część jest najważniejsza: historia, odczucia, jakie się za nią kryją. Co się działo, jaki był kontekst i jak postacie ujęte w obrazie doświadczały tej chwili? Dlaczego taka, a nie inna historia zrodziła się w wyobraźni pisarza. Co się filtrowało przez serce poety?

    Z odpowiedzi wyłania się autentyczność.

    Autentyczność to żywotność, prawda w odniesieniu do rzeczywistości, wrażliwość i otwartość, by się podzielić doświadczeniem. To jest prawdziwa odwaga twórcza. W tym tkwi zalążek wartości sztuki. Dla mnie przynajmniej.

    I z tych względów obieram drogę rozwoju i otwartości w kontakcie ze sztuczną inteligencją. Niech się rozwija, niech się rozwijają specjaliści. Rozwój to wiedza, inspiracje i nowe pomysły. Tego się trzymam w moim spojrzeniu na sztuczną sztukę.

    A Ty jak czujesz ten temat?

    Otwarta na rozmowę,
    m

  • Apetyt rośnie…

    Apetyt rośnie…

    Cześć, Autorze!

    Dzisiaj znów można obchodzić Nowy Rok, tym razem chiński. Składam Ci zatem najlepsze życzenia i chcę wrócić do tematu postanowień, spełniania marzeń i planów…

    W tym roku ustaliłam sobie solidną intencję: pisać, pisać, pisać. Generalnie pisanie to priorytet. Jak wspomniałam ostatnio, rozwój nie wymaga kontroli, wystarczy działać. Z tego właśnie względu każdego dnia po prostu zjawiam się nad kartką lub klawiaturą. Czasami piszę coś sensownego, czasami to po prostu strumienie myśli. Kilka zdań w akapicie podtrzymuje kontakt z fabułą. Robię, ile mogę, bo dni są różne. Nabrałam jednak tyle wprawy, że jeśli nie piszę, to czegoś mi brak. Apetyt rośnie w miarę…

    Poza tym przestałam zajmować się sprawami obojętnymi. Jeśli wiem, że rozmowa z kimś rozciągnie się niemiłosiernie i przy tym nie wniesie ani rozluźnienia, ani mądrości, to dbam o uszanowanie mojego czasu. Zamiast zagłębiać się artykuły, sprawdzam nagłówki i wybieram to, co naprawdę mnie ciekawi. Oglądam to, co sprawia mi przyjemność, bezlitośnie przerywam film lub serial, jeśli nie pasuje mi jakość. W zamian wczytuję się w to, co pogłębia moją wiedzę literacką.

    Czytam książki dobrze napisane, z fabułą przemyślaną, a w międzyczasie rozważam to, co napisała Joanna Wrycza-Bekier w “Magii słów” i Julia Cameron w “Right to write”. W kolejce czekają pozycje o innych aspektach pisania lub życia pisarzy, a ja już chcę całą tę wiedzę pochłonąć, przerobić i wdrażać.

    Dla skuteczniejszego rozwoju zapisałam się na jeden z kursów i zacieram ręce na marzec. Mam nadzieję, że nic się nie przesunie, a grupa dopisze i będę chłonąć jeszcze więcej wiedzy, żeby pisać lepsze dreszczowce. Wspaniale jest wiedzieć już, w jakim gatunku chcę przekazywać swoje opowieści i móc się w nim doskonalić.

    Przy tym wszystkim wyczekuję spotkania z pisarzami w Łodzi. Pisałam już, że coś się szykuje, a teraz termin został ustalony, więc można wyglądać daty z uśmiechem. Na pewno nie raz wrócę do tego tematu – dla podzielenia się inspiracją lub wiedzą.

    Otulam się tym, co kocham i co sprawia mi radość. Nie kosztuje mnie to wysiłku, a nawet powiedziałabym, że dni nabierają barw. Wielkie, wyświechtane już hasła typu: “żyj tym, co kochasz” nie wymagają wiele. Drobiazgi zmieniają bardzo dużo, nakręcają kolejne plany i wydarzenia.

    Polecam Ci to wszystko, Autorze. Zostaw za sobą pustą szufladę. Otaczaj się tym, za czym tęsknisz, a może przydarzy Ci się taki bonus, jak mnie i dane będzie Ci spędzać czas z Włoszką, która w naturalny sposób pogłębi Twój research…? Oczywiście, jeśli tworzysz taką postać, jak Nana Conucci i wcale nie twierdzę, że przebywam pod jednym dachem z kryminalistką… ;p

    Widzisz więc… Pewne decyzje przywołują magię. Zachodzą zdarzenia, jakich nie sposób wyplanować. Nie ma znaczenia, czy za oknem szaro, czy buro, jest uśmiech na twarzy i iskra w oku, a to z kolei ładuje baterię kreatywności.

    Polotu i uśmiechu w tym Króliczym Roku,

    m

  • Ślę słowa w świat

    Ślę słowa w świat

    Cześć, Autorze!

    Jak się masz? Wypełniasz swoje pisarskie postanowienia? Efekty są? Podziel się nimi. A jeśli ich jednak brakuje, to pomarudź, bo nie ma nic gorszego jak kumulacja niezadowolenia.

    I otóż to! Znaczy to pierwsze to, czyli dzielenie się efektami. Ostatnio poznałam całą grupę ludzi. Człowiek się kręci tu i tam, czasem nawet nie pozna imienia jednej osoby, a czasem wypada wręcz te imiona zapisać. I szczerze nie wiem, czy to kwestia mojej wzmagającej się pewności siebie, czy może otaczająca mnie radość, ale coraz częściej rozmawiam o moim pisaniu z obcymi ludźmi.

    Dawniej coś napomnknęłam. Niknęło to w gąszczu historii. Płoszyłam się na byle zmianę tematu. Rozpraszałam się i odsuwałam rozmowę od siebie. Teraz jest inaczej. Mówię. I jestem słuchana. Nie, jak nauczyciel czy wykładowca, ale słuchana z zainteresowaniem.

    Uwaga poświęcona introwertykowi może go zgubić, zwłaszcza jeśli to młody artysta, ale mnie ta uwaga karmi. Rozwijam temat w kolejne odpowiedzi, już omalże wygłaszam elaborat. I mało mi!

    Zastanawiam się więc, co mówić, żeby się nasycić, a zarazem nie zamęczyć rozmówcy. W ten oto sposób zaczynam ćwiczyć moje blurby i pitche. Jeszcze ich nie trenuję na ludziach, ale układają mi się w głowie. Wiem, że nadejdzie czas i na to.

    Na razie nie tylko odczytuję reakcję słuchaczy na moje pomysły, zanim zabiorę się do ich napisania, ale też osadzam się w roli pisarki. Nadaję temu jeszcze solidniejszego znaczenia. Im więcej osób taką mnie poznaje, tym więcej ludzi wyłania się zza rogu, a ja rosnę w siłę. Wyćwiczyłam odpowiedzi na podchwytliwe pytania. Nade wszystko jednak w naturalny sposób trenuję rozmowy z wydawcami!

    Opowiadam Ci to, bo wciąż jesteśmy w tym czasie roku, kiedy próbujemy ustalać i planować. Organizowanie rozwoju brzmi abstrakcyjnie, a jednak jest bardzo trendy, a przy tym wielu z nas już męczy. Niosę więc do Ciebie, Autorze, pogodną myśl:

    Działaj!

    Po prostu. Rób swoje, a świat zadba o resztę. Podejmuj próby, śmiej się z niepowodzeń, wyciągaj wnioski i działaj. Efekty będą się kumulować aż spojrzysz w lustro i zobaczysz siebie w nowych szatach! Nie we wszystkim musimy być uważni, czujni i kontrolujący. Wystarczy działać, doceniać małe ruchy naprzód.

    Luzu w działaniu,
    m

     

    P.S. Zdjęcie mnie i królewskiego corgi zrobiła Magdalena Lytek-Dehiles 

  • Piszę i już!

    Piszę i już!

    Witaj w Nowym Roku, Autorze!

    Jak się zaczął Twój styczeń? Czy masz jakieś postanowienia? Rozpalił się nowy płomień do działania? Może to właśnie w tym roku czeka Cię debiut lub wygrana w konkursie… A może niebawem znajdziesz wymarzonego redaktora… Mnóż marzenia, bo od tego wszystko się zaczyna. I niech Ci się spełniają!

    Mnie końcówka roku upłynęła na codziennym pisaniu, a w Nowy Rok wkroczyłam z kolejnymi warsztatami rozwojowymi dla pisarzy. Zadziwia mnie zainteresowanie tematem! Łódź to miasto pióra! Wpadają mi zatem do głowy coraz to lepsze pomysły i postanawiam w tym roku stopniowo wcielać je w życie. Pisałam już kiedyś, że pisanie mnie nigdy nie zawiodło, więc w tym roku bardziej mu zaufam i oprę się na nim. Będziemy rozkwitać.

    Warsztaty, które nazwałam wesołym hasłem: “Piszę i już!”, ściągnęły różnych i utalentowanych ludzi! Już samo przebywanie w podobnym gronie dodaje skrzydeł. Poruszaliśmy temat produktywności w pisaniu, pobudzaliśmy wyobraźnię i myślenie skierowane na rozwiązania. Ćwiczyliśmy się we wspólnym lepieniu opowieści, ale znalazł się i czas na rozmowę o procesie wydawniczym.

    Kolejny raz wysłuchałam na koniec wszelkich zwrotów i przyniosły mi koncepcję, by przygotować cały program zajęć. Będę zatem informować o postępach działań. Jeśli natomiast mieszkasz w Łodzi, to szykuj się, Autorze – będą jeszcze jedne warsztaty, a i klaruje się coraz bardziej pisarski krąg.

    Niesamowite jest dla mnie to, że gdy przeprowadzałam się do Łodzi, wymieniony krąg był jedną z pierwszych grup, jakich szukałam. Nie pomyślałam wtedy, że mogę się przyczynić do jego powstania! Gdy prowadzę zajęcia, serce mi rośnie na myśl, jak bardzo pisarzy karmi przebywanie razem. Dlatego więc zakasuję rękawy i niech się dzieje!

    Przy okazji muszę pochwalić łódzkie biblioteki. Nie tylko są wspaniale odremontowane, goszczą nas pięknymi wnętrzami, barwnymi okładkami książek, ale też bardzo fajnymi zespołami bibliotekarzy. To pasjonaci nie tylko czytania, ale i sztuki, rozwoju. Polecam wdawanie się z nimi w rozmowy i oczywiście zabieranie do domu książek, co jeszcze bardziej rozwiną myślenie pod kolejne dyskusje. I to nie jest sztywna polecajka. Zwiedziłam sporo miast w życiu, a do bibliotek zaglądam z automatu, zupełnie jak do księgarń. Nie spotkałam jeszcze przestrzeni i ekip tak przyjaznych, jak w Łodzi.

    Na koniec trochę prywaty do uczestników wczorajszych zajęć: dziękuję za Waszą kreatywność i odwagę do ćwiczeń rozwojowych. Wiem, że to jeszcze nowy grunt. Kursy rzemiosła pisarskiego rosną, jak grzyby po deszczu, a mało jeszcze mówi się o tym, co wczoraj określiłam jako: “dojrzewanie twórcy do biznesu”. Wyrabianie sobie grubej skóry, wstawanie po kolejnych odmowach, pukanie do kolejnych drzwi, a przy tym dbanie o swój autentyczny głos w powieści są równie kluczowe, jak znanie swoich narzędzi pracy.

    Życzę więc i moim uczestnikom, i Tobie, Autorze, by rozwój szedł w parze z edukacją.

    Zaciekawiona tym rokiem
    m

  • Przebudzenie pisarki

    Przebudzenie pisarki

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz na tydzień przed Gwiazdką? Choinka już jest? Tli się ciepło w sercu? A może nie obchodzisz Świąt i planujesz właśnie wypad na tych kilka dni w wymarzone miejsce?

    U mnie przygotowania pełną parą, ale znalazł się też czas na refleksję. W tym roku przecież zaszło tak wiele zmian w moim życiu i zależało mi, by je nieco podsumować. Tak, chciałam też mocniej je zaznaczyć, bo wiele wniosły, a nawet nadały kierunek dalszym moim planom.

    Jak już wiesz, piszę od zawsze. Dawno temu snułam pierwsze bajki na dobranoc dla mojej starszej siostry, później odkrywałam magię maszyny do pisania, robiłam rysunki do moich bajek, aż w końcu odważyłam się na bardziej dojrzałe opowieści. Myślę, że jakieś dwadzieścia lat temu pierwszy raz pomyślałam, że chciałabym kiedyś wydać książkę. Wiele się działo przez ten czas, musiałam zaopiekować się sobą, swoją wewnętrzną równowagą i tobołkiem doświadczeń, ale do pisania wracałam.

    Mówiłam już, że pisanie nigdy mnie nie zawiodło.

    Zaschnięty atrament w piórach zawsze pozwalał się wypłukać i błękitne wyrazy zapełniały kolejne kartki zeszytów. Klawiatura także współpracowała, a internet podsunął niespodziewane współprace i twórcze projekty.

    Kilka razy próbowałam zrozumieć rynek wydawniczy, jednak widać nie byłam gotowa, ponieważ albo brakowało mi źródła informacji, albo byłam w niewłaściwych miejscach.

    W tym roku nastąpił przełom.

    To naprawdę dla mnie ważny moment w życiu, bo wszystkie starania, próby i poprawki opłaciły się.

    Inkubowałam jako pisarka. Marzyłam o realnej książce, która trafi w ręce nieznanych mi osób. Bardzo chciałam, by zmyślone przeze mnie postaci mogły zostać poznane przez czytelników.

    Nie spodziewałam się zupełnie, jak wpłynie na mnie ziszczenie tego marzenia.

    Dziś widzę, że przebudziłam się. Z tym spełnionym marzeniem wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, jakby tylko czekało na tę chwilę. Przed sobą widzę solidnie wybrukowaną drogę – budowałam ją przez te wszystkie lata i teraz mogę sunąć gładko.

    Czuję się też tak, jakbym odzyskała ręce. Wiesz, co mam na myśli? W baśniach czasem bohaterka traci ręce, ale za sprawą wytrwałości i dobroci odzyskuje je w jakiś magiczny sposób. Dokładnie takie mam wrażenie, dlatego też teraz wiem dokładnie, co robić i jakie decyzje chcę podejmować. Życie zdaje się prostsze.

    Jeśli jesteś wciąż na etapie marzeń, to chcę Ci powiedzieć: trwaj. Rób swoje. Być może to jeszcze nie ten moment, może dzieci albo finanse zatrzymują Cię przed poświęceniem się tworzeniu. Utrzymuj jednak kontakt ze swoją kreatywnością. Przepłukuj pióra, zaglądaj do starych tekstów. Szukaj kręgów pisarskich. Wiedz, że Twój umysł pracuje – dojrzewa, układa sobie, filtruje świat i doświadczenia. Inkubujesz. I przyjdzie ten czas, kiedy ockniesz się w swoich potencjałach i wszystko stanie się proste, oczywiste.

    Tego Ci życzę w nadchodzącym Roku, Autorze.
    Z głębi serca.

    m

  • Realne zmiany

    Realne zmiany

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz? Jakim samopoczuciem nastrajają Cię obecne dni?

    Ja postanowiłam skłonić się w stronę podsumowań. W okresie Świąteczno-Noworocznym zrezygnuję z listów do Ciebie. Oznacza to, że pozostały nam trzy do końca roku. Zamierzam więc podsumować dwanaście upływających miesięcy w trzech etapach.

    Wiesz… sporo się u mnie w tym roku zmieniło. Pisanie urealniło się – i to do tego stopnia, że mogę trzymać w ręce dwie bardzo fizyczne książki, w których są moje teksty. Przekroczyłam w tym roku próg planów i rozeznań w świecie wydawniczym. Zostałam opublikowaną pisarką.

    Za tym kryją się bardzo fizyczne, bo czarno na białym napisane słowa uznania. Pozwolę sobie kilka przytoczyć, bo to uskrzydla i jestem wdzięczna, że mogłam zdobyć sympatię czytelników.

    Właśnie przeczytałam opowiadanie Nu gui z Nieoczywistej. I jestem bardzo zaintrygowana… Apetyt wzrósł na więcej bardzo mi się podoba Twoje pisanie. Pozdrawiam serdecznie!

    Kasia

    coraz więcej świetnych utworów się pojawia 😀 hihi a Ty droga Magdaleno, mam takie przeczucie, że do nich się zaliczasz 🙂 a po tak pięknie dopracownym opowiadaniu, aż chce się poznać losy bohaterki. Dlaczego znalazła się w tym punkcie życia? Dlaczego jej rodzina mogła być zagrożona? Dlaczego Musiała dokonać takiego wyboru? Co siedzi w jej duszy? Ahh jeszcze wiele innych pytań się nasuwa…. także jak wspomniałam już wcześniej , pisz Magdaleno, pisz.

    Magdalena C.

    Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje opowiadanie, ciekawy i zaskakujący wątek z tym mistrzem i dylematem moralnym. Bohaterka trochę przypomina wyszkoloną w zabijaniu Nikitę, a trochę Matyldę z Leona… bardzo lubię te filmy. Fajny moment zakończenia i ten tajemniczy pendrive (a jakby co to mam na was haka). Akcja toczy się płynnie, dobrze się czyta. Podziwiam wiedzę dot. sztuk walki. Poczułam niedosyt, to chyba dobrze, bo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterki.

    Asia

    Realne stały się też podpisy – moje w książkach. Czy marzyłam o tym, by wypisywać dedykacje? I to jeszcze jak! To coś wspaniałego spotkać czytelników i podpisać się dla nich na pierwszych stronach. W jakiś sposób proces wydawniczy staje się wtedy domknięty i jeszcze bardziej prawdziwy.

    Zmiana jest też taka, że zyskałam książki poznanych w tym roku autorów i stałam się częścią piszącej społeczności. Chcę poświęcić temu więcej uwagi, dlatego za tydzień zgłębię temat. Na ten moment powiem jednak, że sukcesy i plany innych to dodatkowa motywacja, a ciepłe słowa czytelników i wyczekiwanie kolejnych partii historii skutkują turbodoładowaniem!

    Bardzo realne i miłe z końcem roku jest też to, jak wraz ze mną zmienił się mój dom. Domowe biuro przestało być jedynym miejscem do pisania, teraz mogę to robić w każdym pomieszczeniu. Pisanie awansowało w moim życiu do rangi czynności profesjonalnej, tak i przestrzeń na nie w domu poszerzyła się. Bardzo mnie to cieszy!

    Ostatnia rzecz, która przychodzi mi do głowy, to bardzo fizyczne działania związane z pisaniem: podcast i warsztaty. Spotkania z ludźmi, zgłębianie obszaru, który wiąże się z moją największą pasją, karmi mnie, odżywia!

    Pisanie w tym roku niczym magnes wciągnęło mnie do innego świata. Rozpoczęłam nowy rozdział swojej własnej opowieści i jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie ona zaprowadzi.

    Do tej podróży zapraszam i Ciebie, Autorze. Gdziekolwiek jesteś na swojej drodze. Jeśli tylko chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, wrażeniami lub bolączkami, wiesz, gdzie mnie szukać.

    Pozdrawiam ciepło,
    m

  • Osobowość postaci

    Osobowość postaci

    Cześć, Autorze!

    Co tam u Ciebie? Śnieg? Deszcz? Szaleństwo zakupów? Świąteczne filmy?

    Przepraszam, zasypuję Cię pytaniami, ale to dlatego, że jestem podekscytowana. W tym tygodniu ustaliłam termin kolejnych warsztatów w Łodzi, także w styczniu szykuje się kreatywne spotkanie z ludźmi taki, jak Ty i ja! Wpadaj, jak masz chęć – widzimy się 7 stycznia w Bibliotece Wolność, godz. 11:00. Będziemy się rozpisywać na nowy rok, a prokrastynację zostawimy za sobą!

    Teraz już więc rozumiesz. Nie mogę się doczekać tego terminu, a przecież już i tak wypatruję Świąt. Powody do radości mi się namnożyły.
    W trakcie przygotowań do zajęć przeglądam zapiski o różnych ćwiczeniach i coś mi się przypomniało…

    Dawno temu koleżanki po piórze dopytywały znajomej psycholog, czy jej profesja pomaga tworzyć postaci. Wszyscy mamy na uwadze to, że nasze historie bez postaci nie mają sensu – nawet te najkrótsze. Jednocześnie chcemy, by bohaterowie byli ludzcy, prawdziwi, by czytelnik z łatwością mógł z nimi rezonować. Może nam się wydawać, że znajomość psychologii rozwiąże rozterki.

    I tak, i nie…

    Już mówię, dlaczego.

    Postać literacka to twór zupełnie różny od człowieka. To forma stworzona dla przekazania historii. Jej cechy są uproszczone, a uwaga czytelnika, swoiste światła reflektorów skupione są na kontrastujących cechach. Oczywiście można to robić subtelnie i pogłębiać tym samym naturalność postaci. W końcu nie ma potrzeby, by bohater eksplodował złością za każdym razem, jak przemawia, podczas gdy jego tęsknotą jest spokojne życie.

    Niemniej jednak postać to forma zamknięta w ramach prowadzonej opowieści, a jej przemiana zajdzie adekwatnie do wizji autora. Jako czytelnicy najpewniej nie dowiemy się, co się działo, gdy bohater miał lat trzy, z jakiego talerzyka lubił jeść i jakie kołysanki śpiewała mu babcia. Nie są nam potrzebne historie traum wyplecionych ze sobą w różnych proporcjach, by wyłonił się z nich człowiek. Ba! Często nawet nie wiemy, co naszego bohatera rozśmiesza!

    Człowiek jest złożony i gdy próbujemy siebie opisać, mamy problem. Bo jak? Co jest najważniejsze? Jakie są nasze dążenia? Co będzie chwalipięctwem? Nie wspomnę już o tym, że na ogół nie lubimy wokół siebie tak dużej uwagi. Wiele drobiazgów nas onieśmiela, bo coś w przeszłości stworzyło nam taki punkt odniesienia. Ciebie może coś zawstydzać, ja tymczasem zrobię to bez większego wysiłku.

    Poza tym, zachowujemy się inaczej w różnych grupach, a nawet w różnych relacjach. Zmienia nam się ton głosu, przyjmujemy inną postawę ciała. Próbujemy nowych rzeczy i bezustannie się czegoś uczymy.

    Już na tych przykładach widać bardzo mocne różnice między człowiekiem a postacią fabularną. Nie twierdzę przy tym, że nie warto rozmyślać o swoich postaciach, zaprzyjaźniać się z nimi. Sama przecież to robię i potrafię powiedzieć w środku nocy, jaka jest ulubiona piosenka Nany Conucci. Wydaje mi się zresztą, że w świecie filmowym pogłębiony obraz postaci bardzo dobrze się przyjmuje i jest to jednym z powodów tak wielkiego powodzenia kolejnych odsłon Marvela czy Gwiezdnych Wojen. Świat przedstawiony jest tam bardzo rozbudowany, a postaci poznajemy z biegiem w lat w bardzo różnorodnych sytuacjach i jako odbiorcy podczas seansu czujemy się wręcz swojsko.

    Na tych samych postaciach widać jednak, że potrzebne jest pewne wyczucie twórcy. Im bardziej logicznie i spójnie się postać zachowuje, tym lepiej z nią rezonujemy. Psychologia przydaje się zatem od kuchni. Zgłębianie książek poświęconych typom charakterów lub temperamentów pomaga nabierać wyczucia. Uświadamia nam, jak ważne jest, by zachować u bohatera na przykład spójność myślenia i poruszania się. Może podsuwać rodzaje chorób lub niepełnosprawności. Pomaga nam patrzeć na człowieka z zaciekawieniem i zrozumieniem. Dzięki temu możemy tworzyć postaci, które finalnie czytelnik odbiera jako bardziej autentyczne. W końcu jesteśmy ludźmi i natychmiast wyczuwamy fałsz.

    Jestem zanurzona w obu tych obszarach: psychologii i pisaniu, dlatego mogę mówić o tym z własnego doświadczenia. Zanim zaczęłam zgłębiać psychologię, moje postaci były papierowe. Wydawało mi się, że wystarczy, by coś mówiły, czasem popłakały, pośmiały się i tyle. Zajęło mi sporo czasu i dojrzewania zanim pojęłam, kim jest dla mnie postać literacka, a kim człowiek. Jeśli też masz z tym rozróżnieniem kłopot, to podsuwam książki takie jak: “Motywacja i osobowość” Abrahama Maslowa, “Ciało a stres” Gabora Maté czy “Style charakteru” Stephena M. Johnsona. To dobry początek dla pogłębienia tematu. Jeśli natomiast czytasz po angielsku, to polecam blog Helping Writers Become Authors – tam znajdziesz bardzo dobrze opracowane koncepcje budowy postaci. Świetnie też zajęła się tym Bonda w swojej “Maszynie do pisania”.

    To prawie gotowa lista prezentów dla Mikołaja, prawda?

    Pamiętaj tylko, że zarówno budowa postaci, jak poznawanie natury człowieka wymagają czasu i wprawy. Daj sobie to. Sięgaj po wiedzę, testuj i pozwalaj, by to w Tobie pracowało. A z czasem życzę Ci, by zaskoczyła Cię wspaniała postać, która wyłoni się na kartach Twojej powieści.

    Powodzenia,
    m

  • W chorobie

    W chorobie

    Cześć, Autorze!

    Pociągam nosem w tym tygodniu. Mam nadzieję, że Ciebie to ominęło. I w gardle jakieś łaskotanie. Jeśli i tego Ci życie oszczędza, to jesteś aż o dwa nieszczęścia do przodu.

    Jednakże! Przypomniałam sobie, jak Magdalena Anna Sakowska pisała niedawno, że pisarz nie choruje – korzysta z czasu wolnego, by pisać! I muszę się nie zgodzić.

    Pisarz-ja nie pisze w chorobie.

    Nie researchuję.

    Nie mogę myśli zebrać, a co dopiero stworzyć z nich elegancką scenę.

    Pisanie oczywiście trwa przy mnie na dobre i na złe, przypomina o swoim istnieniu, ale moja głowa nie współpracuje.

    Z sentymentem wspominam czasy szkolne, kiedy w chorobie rozkładałam w łóżku zeszyty i pisałam. Wielka płyta (nie wiem, z czego była… pewnie sklejka) służyła mi za podkładkę pod notesy. Pościel była nieraz popisana. Moje palce też zdobił tusz lub atrament, a ja z zadowoleniem pół dnia leżałam w gorączce, majacząc dalsze partie historii, a drugą połowę dziergałam tekst.
    Nie dziwię się zatem, że przeziębienia kojarzą mi się głównie pozytywnie – z czasem odpoczynku i tworzenia.

    Nie tworzę, ale mam potrzeby. Jak bałagan przekracza moją akceptację, sprzątam. Czasem gotuję. I to nawet wytrwale: kompot albo zupę mocy. Dopiero jak już dzieje się bardzo źle, śpię.

    Z wdzięcznością przyjmuję też opiekę nad sobą, ale nie zwalniam się przez to z robienia herbaty.

    Podejrzewam, że tak już nauczyłam się funkcjonować. Poddaję się obowiązkom, a w momencie słabości, organizm woła o całkowity reset. Nawet, jeśli oznacza to rezygnację z tego, co sprawia mi frajdę.

    Czy wyrzucam sobie stratę czasu? Nie. Tekst nie zając – ma być dobry, nie szybki.

    Także moja rada z serca na dziś: jak Cię jednak dopadła słabość, nie rób z niej dodatkowego zmartwienia. Popiszesz jutro. Dziś weź kubek herbaty, znajdź ulubiony kocyk i podaruj sobie… odpoczynek.

    Jeśli mieszkasz w Łodzi, nabieraj sił, bo już po Nowym Roku zaoferuję w mieście nowe pisarskie działania!

    Pozdrawiam ciepło,
    m

  • Równowaga

    Równowaga

    Cześć, Autorze!

    Listopad zagościł na dobre, świat nabiera odcieni szarości, więc sklepy już barwią go kolorowymi światełkami Świąt. To czas przejścia – już nie lato, jeszcze nie zima. To czas zaglądania w siebie bardziej, a może się to okazać trudne. Dobrze się jednak zaczepić o jedną z myśli i próbować. U mnie wygląda to obecnie tak…

    Mam wrażenie, że już o tym wspomniałam, ale układa się to we mnie, więc wróćmy do tematu: pisanie nie jest oderwane od życia. Wszystko dlatego, że czytam w końcu Bondy “Maszynę do pisania”. Bardzo polecam, zwłaszcza na początku poznawania pisarskiego rzemiosła. Wiele w tej książce systematyzacji, podpowiedzi  i wyjaśnień. Od poszukiwania własnego głosu, przez głos narratora po lepienie fabuły. Rzetelnie opracowany temat. Czytając, wyciągam wniosek z pierwszego zdania tego akapitu i już się w tej myśli rozwijam.

    Pisanie bazuje na naszych doświadczeniach i wrażliwości. Im lepiej potrafimy przekładać te pierwsze na fabułę, tym lepiej ona wychodzi, a im większa nasza wrażliwość, tym umiejętniej dodajemy drugie dno. Jest też codzienność i fakt, że w ciągu roku mamy różne okresy. Może być bardzo twórczo albo kompletna posucha. Często podchodzimy to sprawy zadaniowo: skoro pisałam wczoraj, to powinnam móc i dziś. Zaciągamy się nad klawiaturę i wychodzi… nic.

    To jeden ze scenariuszy na odkładactwo.

    Przeczuwamy, że z pisaniem wiąże się jakieś wyzwanie, a ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, jakie, podejmujemy ucieczkę. Góra prania czeka, pokój już dawno powinien zyskać nowy regał, a te komodę można przestawić. W komodzie pełno szpargałów, które trzeba wyjąć, przejrzeć, wyrzucić. Albo… Foldery zalegają w komputerze. Zawierają ten sam tekst milion razy, a rozeznanie w nałożonych poprawkach to misja równa wyprawie na Marsa. Lub… Książka jest już napisana i wypada pomyśleć nad promocją, ale najpierw trzeba skontaktować się z ludźmi i nie wiadomo, jak zabrać się za znalezienie tych właściwych.

    Każda z tych kwestii mówi nam wiele, jeśli tylko skusimy się posłuchać. Może to być sprawa braku równowagi.

    Może sprzątanie, wyrzucanie i nowe meble oznaczają dla nas potrzebę porządkowania, tęsknotę za sukcesywnie ukończonym zadaniem. Nie dość, że robi się to własnymi rękami, to jeszcze wyobraźnia może odpocząć, bo decyzje należy w tym podejmować głównie organizacyjne. Efekty widać i czuć – od razu.

    Być może chęć przekopania się przez foldery to znak, że umysł potrzebuje klarowności: na którą wizję tekstu się decydujesz? Nadmiar poprawek to też wiadomość, że ćwiczymy nie ten mięsień, co trzeba. Kiedy na siłowni próbujemy wzmocnić łydki, nie będziemy robić brzuszków, prawda? I tak samo jest z pisaniem: za poprawki odpowiada wnikliwy analito-krytyk, podczas gdy przy budowie tekstu potrzeba nam umysłowego inżyniera. Umysł potrzebuje ogarniać wizję i podejmować decyzje w odniesieniu do kolejnych partii tekstu, z elastycznym podejściem.

    Brak ludzi, którzy pomogą nam promować książkę, może być informacją, że za bardzo wkręciliśmy się we własny introwertyzm i ograbiamy się z możliwości dzielenia swoimi twórczymi przygodami z innymi pasjonatami. Ograbiamy, bo w ten sposób nie pozwalamy sobie być w otoczeniu ludzi takich samych, jak my. Odizolowane pisanie nie idzie.

    To tylko przykłady, ale widzisz, Autorze, że może być różnie.

    Można śmiać się z Murakamiego i nawet mylić go z biegaczem, ale jego pasja do tego sportu skutkuje równowagą z procesem twórczym. Jest czas na ciało i jest na umysł.

    Takich swoich balansów warto szukać, zamiast ganić się za brak pisania, za odkładactwo.

    Jeśli siedząc nad klawiaturą, czuję się samotna, to impuls do wyjścia z przyjaciółmi. Jeśli się wiercę i dreptam, zamiast przebierać palcami po klawiszach, może właśnie chce mi się pobiegać. Może nie chce mi się gapić w ścianę, może właśnie potrzebuję podoświadczać lasu.

    Na pewno dla wielu z nas to oczywiste, a jednak bardzo często zmagamy się z odkładactwem, a ponieważ opiewam łagodność, zachęcam do zbadania tej poszlaki.

    Czy Twoje odkładactwo nie krzyczy o braku równowagi?

    Pisanie powinno przecież być przyjemnością – decydujemy się na nie, niezależnie czy piszemy książki, czy artykuły. Przelewanie własnych myśli na papier powinno nam przynosić frajdę albo chociaż ulgę.

    Jeśli więc coś Cię trzyma, odkładasz i teraz czytając ten list, czujesz rezonans, to pomyśl: jak wzmocnić moją radość do pisania?

    Obiecuję, że podążenie za odpowiedzią pomoże Ci spotkać się z wewnętrznym dzieckiem i poczuć to, co Cię na samym początku ściągnęło nad kartkę. Tak, ta radość wciąż tam jest. Niekiedy po prostu trzeba się do niej dokopać… poprzez poszukanie równowagi.

    Fajnych przemyśleń,
    m

Magdalena Krok Naprzód
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.