Tag: pisanie

  • Czego się boisz?

    Czego się boisz?

    Cześć, Autorze!

    Jaką masz pierwszą myśl w odpowiedzi na pytanie z tytułu? Jakie jest pierwsze skojarzenie?

    Dobre pytanie na sesję coachingową, patrz, ile otwiera drzwi! Ale przecież my tu nie w tym obszarze… To, o co mi chodzi?

    Mogę Cię zaczepić, jak to czasem robię i wiercić dziurę w brzuchu o Twoją karierę literacką: czego się boisz? Co, jeśli wydasz tę książkę? Spokojnie, cofnijmy się nieco: co, jeśli napiszesz to zdanie? Co, jeśli ukończysz ten draft? Co tam na Ciebie czyha? Tak, czyha, nie czeka, bo przecież pytam o obawę.

    Ale wcale nie o to mi chodziło, kiedy myślałam, o czym chcę w tym tygodniu do Ciebie napisać… Choć, oczywiście, jeśli sobie przeanalizujesz swoje lęki w procesie twórczym, to tez dobrze.

    Moje pytanie jest dokładnie takie, jak widać: czego się boisz – w filmach, opowieściach, książkach? Co Cię straszy? Co wzbudza akceptowalny lęk – taki, dzięki któremu mózg tworzy scenariusze “na wszelki wypadek”?

    Wracam często myślami do filmu “Midsommar. W biały dzień”. Wiele osób seans napawał strachem, a nawet wielu pisało, że nie pamiętają tak strasznego filmu! Mnie nie straszył, ale ciekawił i do dziś się zastanawiam, jak twórcy dokonali tego, że mimo słonecznych dni, oglądamy wydarzenia z napięciem. Wszystko jest na opak, strach nie czai się w ciemności, a bezczelnie patrzy nam w oczy w pełnym blasku dnia. Czyli nie ma już, gdzie się ukryć…

    Dzieci w “Lśnieniu”. Tak często przywoływane w serialach, teledyskach. Kultowa wizja. Słodkie dziecko z nieznanymi zamiarami to przepis na dreszcze. Wiadomo, że dzieci mają nieograniczoną wyobraźnię, a jak pisał William Golding we “Władcy much”, człowiek ma opór na krzywdzenie dzieci. Jak się więc przed takim osobnikiem bronić?!

    Najgorsze jest to, czego nie widać. Nie wiadomo, jak się przygotować, w co uzbroić. Na tym, moim zdaniem, bazują najlepsze historie. Napięcie się kumuluje, czytamy z wypiekami na twarzy. Ostatnio taką historią była dla mnie niepozornie zaczynająca się książka Erin A. Craig: „Dom soli i łez”.

    Umierają kolejne dziedziczki rodu. Jaka klątwa na nich ciąży? Czy młodsze siostry zdołają się uratować?

    Początkowo klimat jest baśniowy. Można wyczuć obecność fatum. Czytałam i szukałam powodu, czekałam na wyjaśnienia i liczyłam na to, że siostry się uratują. Z czasem kolejne umierają. Ich śmierć jest wytłumaczalna – znaczy, wcale nie musi być w to zaangażowana zła siła. Wypadki się zdarzają.

    Autorka tańczy z czytelnikiem: podsuwa podpowiedzi, kamufluje je. Ta część była dla mnie najciekawsza! Bałam się wręcz, że ostateczne odpowiedzi mnie zawiodą.

    Nie zawiodły – dlatego właśnie polecam Ci tę książkę, zanim się pogoda ustabilizuje. Dobra towarzyszka do wieczornej herbaty.

    Zapytam więc jeszcze raz: czego się boisz?

    Po jakie filmy lub książki sięgasz, żeby się bezpiecznie pobać? 😉

    Bardzo jestem tego ciekawa u progu mojej przygody z grozą. Każdy z nas przecież choć raz w życiu sięgnął po horror – w tej lub innej formie.

    Boję się tego. Wkraczanie w konkretny gatunek, osadzanie się w nim napawa mnie lękiem. Zastanawiam się, czy potrafię straszyć? Czy potrafię budować napięcie, które sprawia, że czytelnik boi się, ale czyta, żeby poznać odpowiedzi? Czy już jestem literacko gotowa?

    Boję się i działam.

    Podziel się swoimi strachami, Autorze. Bo razem raźniej 🙂

    Wciągających historii,
    m

  • Thriller w Maszynie

    Thriller w Maszynie

    Cześć, Autorze!

    Co u Ciebie słychać? Jakie masz plany na wiosnę? Patrzysz już tęsknie na buty do biegania albo rower? Ja niebawem odwiedzę nieznane mi plaże, oczywiście pozbieram muszelki i kamyki, a przede wszystkim nacieszę się widokiem. Ale…

    O wiele ważniejsze jest to, że pomalutku wracają rytmy pisarskie – toczą się właśnie rozmowy w mojej grupie pisarskiej: kiedy, o której i kto może. Cieszy mnie to bardzo, bo regularne spotkania motywują mnie jak mało co. To moje nagrody w procesie twórczym. Dzięki temu właśnie nie tkwię już w szufladzie i dlatego tak ważne jest dla mnie budować prężną grupę Rozpisana Łódź. Tu też toczą się rozmowy i niebawem zapadną decyzje o podobnej tematyce: kiedy, gdzie i kto może.

    Baterie pisarskie ładuję też od wczoraj kursem. Prowadzi go Artur Urbanowicz, którego bardzo szanuję jako pisarza. Jego książki dały mi poczucie, że po polsku też można fajnie postraszyć. To literatura mądra, a jednocześnie pochłaniająca. Polecam nie tylko fanom grozy i proszę się nie bać objętości, bo kartki się przewracają nie wiadomo kiedy.

    Tematem kursu jest Thriller – zagadka, napięcie, zaskoczenie, gra z czytelnikiem. Dopiero wystartowaliśmy, a ja już z wypiekami na twarzy opowiadałam bliskim, jak wiele wiedzy i inspiracji odebrałam. Kilka godzin spędzonych stricte w obszarze pisania, konkretne narzędzia warsztatowe, nowatorskie spojrzenie na proces tworzenia to bogactwo!

    Przede mną jeszcze trzy spotkania i na pewno podzielę się wrażeniami, ale na dziś chcę Ci powiedzieć, jakie to ważne, by do swojego warsztatu podchodzić z otwartością. Pisanie to sztuka i zawsze można nauczyć się czegoś nowego. Już same rozmowy o pisaniu wnoszą bardzo wiele, pomagają podnieść jakość przekazu.

    Julia Cameron napisała, że każdy z nas może pisać, skoro potrafi mówić. To prawda, ale jednocześnie: jeśli chcesz opowiadać historie, to trzeba się uczyć.

    Niektórzy wychowują się w gronie bajarzy i wodzirejów. Snucie opowieści przychodzi im łatwo. Inaczej jednak opowiada się historyjkę kumplowi przy piwie, a inaczej rozpisuje się fabułę na książkę. Trików do tworzenia wspaniałej fabuły jest bez liku – zatem nie czerpanie z tego bogactwa zakrawa na ignorancję.

    Tak, zaczepiam Cię, Autorze.

    Nie szukaj wymówek, nie marudź do lusterka, że tkwisz w miejscu. Szukaj ekip pisarskich, webinarów, książek o pisaniu, a wreszcie – warsztatów. To naprawdę działa, bo w końcu zgłębiasz to, co Cię pasjonuje. Jeśli chcesz żyć z pisania, to podwijaj rękawy i działaj: gromadź wiedzę, szlifuj warsztat, rozwijaj się.
    Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na jakichś warsztatach.

    Otwarta na wiedzę,
    m

    P.S. Zdjęcie Artura Urbanowicza pochodzi z jego strony autorskiej.

  • Strach przed nowym

    Strach przed nowym

    Cześć, Autorze!

    Co myślisz o nowym? Nowy dokument, nowy rozdział, nowy pomysł, nowa strategia pisania w ogóle… Sporo jest nowości w trakcie pisania. Mózg truchleje na to hasło, bo nowe oznacza, że mapa działań jeszcze nie została opracowana i trzeba się wysilić. O ile łatwiej zjeść kawałek czekoladowego tortu i zalec na kanapie przy wciągającym serialu!

    Tak oto otwiera się puszka wymówek, oporów i prokrastynowania.

    Pójście za tym, co wysypuje się z puszki do trenowanie lęku, pesymizmu. Podcinanie sobie skrzydeł.

    Oczywiście biorę pod uwagę, że czasem opór sygnalizuje potrzebę odpoczynku albo samego przebodźcowania. Zachowaj tu jednak czujność, nie daj się zwieść. Poznawaj siebie i na tej podstawie decyduj, czy coś jest już o jednym zadaniem za dużo, czy to tylko strach.

    I co z tym dalej zrobić?

    Umilać sobie.

    Opakować nowe w przyjemne. Może lepiej się dziś poczujesz z nowym notesem w rękach? Może potrzebujesz towarzystwa ludzi w trakcie pisania i kawiarnia okaże się wspaniałym miejscem. Może research roznieci na tyle ekscytacji, że chęć przelania myśli na papier przełamie lęk przed pustą stroną.

    Szukaj. Baw się. Korzystaj z umysłu dziecka. Ba! Nawet poobserwuj dzieci, jeśli możesz. Nad wieloma działaniami się nie zastanawiają. Sięgają, próbują, podejmują wyzwania. Niech Cię to zainspiruje.

    Dlaczego o tym akurat piszę?

    Oswajam lęk.

    Mierzę się z pomysłem pisania po angielsku i wciąż unikam podejścia do kartki.

    Znajduję wymówki tak logiczne, że wytrącają mi intencję. Na przykład: nie ma sensu teraz zaczynać pisać po angielsku, skoro jestem w rozgrzebanym tekście. Najpierw skończ jedno. Co, jeśli pomysł po angielsku mi się spodoba, a nie będę go w stanie dociągnąć do końca? Cały wysiłek pójdzie na marne i będę musiała zacząć od początku.

    Czy mój styl przeniesie się w inny język? Czy znam go na tyle, żeby mój styl mógł się przejawiać? Po polsku lubię przełamywać powiedzenia, ale nie na tyle, żeby zmiana męczyła czytelnika. Znam już swoje odruchy, wycinam bez sentymentów.

    Mój logiczny, dorosły mózg działa na najwyższych obrotach. Pomysł o oddaniu tekstu do tłumaczenia nie wchodzi w grę przed podjęciem próby. Czułabym, że złożyłam broń przed wyzwaniem.

    Dzielę się tym z Tobą, bo może masz podobne doświadczenia. Siedzisz i kłębisz myśli.

    Izolacja we własnej głowie jest o tyle męcząca, że w kółko wracają te same myśli i wnioski. Nic się nie zmienia. Przez bardzo długi czas.

    Teraz, gdy podzieliłam się z Tobą moimi przemyśleniami, widzę jak bardzo idą z głowy. Odbierają mi radość tworzenia. Korzystania z drugiego języka, który szczerze kocham. Pozbawiają mnie frajdy poznawania siebie na nowo.

    Nie muszę przecież od razu pisać całego opowiadania. Skrawek tekstu już pokaże mi, jak się czuję. Sama zadecyduję, czy w to idę, czy jednak rezygnuję. Zrobię to na podstawie doświadczenia. I będę to pamiętać! Jeśli pisanie po angielsku nie zadziała, to chociaż łaskawszym okiem spojrzę na tłumacza, któremu oddam swój tekst.

    Dziel się więc swoimi skłębionymi przemyśleniami. Wpuszczaj radość w swoje decyzje. Ćwicz mięsień rozwiązań i optymizmu. W końcu jesteś twórcą – tworzysz nowe!

    Z wiarą,
    m

  • Rozpisana Łódź

    Rozpisana Łódź

    Cześć, Autorze!

    Już po raz trzydziesty szósty piszę do Ciebie! Cały czas z tym samym entuzjazmem i zaciekawieniem. Uważam, że przez trzydzieści sześć tygodni można napisać sporo, nauczyć się wiele, a nawet zadebiutować!

    Mnie po tych tygodniach otwiera się nowy projekt: Rozpisana Łódź!

    Pisałam jakiś czas temu, że po warsztatach uczestnicy wykazali chęć na pisarskie spotkania. Nic dziwnego – pisarze jak koty: chodzą swoimi drogami, ale i uwielbiają ze sobą przebywać. Nie ma to jak pisarskie plemię! Mnie to graj, bo nie tylko lubię być wśród piszących, ale i skaczę z radości, że mogę ludzi łączyć, także… działamy!

    Decyzje zostały podjęte, plany wstępnie rozpisane. Zapraszamy więc chętnych z Łodzi i okolic na naszą grupę FB: Rozpisana Łódź. Tutaj będziemy wymieniać się inspiracjami i bolączkami. Tutaj znajdą się informacje o konkursach, przydatne i sprawdzone kontakty. To miejsce, gdzie mam nadzieję, że z czasem znajdziecie swoich betaczytaczy i nabierzecie wiatru w żagle w chwilach niemocy.

    Ponadto spotkania!

    Toż to sama śmietanka projektu. Móc spotkać się i pisać wspólnie. Przeczytać swój tekst, by zderzyć wizję z rzeczywistością, wysłuchać życzliwej krytyki. Najbliższe spotkanie już 1 marca, także wypatrujcie wydarzenia na FB – ono wskaże miejsce spotkania.

    Co bardzo istotne, zależy nam na ludziach z pasją. Być może to okrutne, ale szczere… Wielu z nas ma chęć pisać, jednak nie wszyscy naprawdę się w to angażują. Inna sprawa marzyć i naprawdę mieć wyzwanie ze znalezieniem czasu, podjęciem fabularnych decyzji, a inna zupełnie po prostu snuć marzenia bez końca. Także serdecznie zapraszam, ale i uprzedzam: będziemy tu wymagać partnerskiego podejścia, wsparcia i szanowania się wzajemnie.

    Wszystko po to, by realnie osiągać zamierzone cele wydawnicze lub pisarsko-rozwojowe. Zmierz zatem siły na zamiary i jeśli się poczuwasz, to klikaj.

    Jak wiesz, jestem otwarta na pomysły. Być może znajdzie się przestrzeń na konkurs, być może sfinalizujemy koncepcję pisarskiego weekendu w dziczy. Na pewno jednak postaramy się dobrze bawić, żeby wewnętrzny twórca pisał z radością. Wiadomo, jest jak dziecko i gdy ono się dobrze bawi i my krytyczni jesteśmy zadowoleni.

    Także wszelkie pisarskie zabawy i gry mile widziane!

    Klawiatury w dłoń i do dzieła! Już 1 marca!
    Mówiłam, że to będzie… rozpisany rok!

    Z uśmiechem,
    m

  • Miłość do słów

    Miłość do słów

    Autorze!

    Jak ja kocham słowa! Uwielbiam! Przejawia się to w słowotoku, który czasem wypływa mi z ust niczym strumienie dialogów “Gilmore Girls”. Innym razem słucham w wielkim skupieniu i przyznam się, że w myślach zdarzy mi się poprawiać rozmówcę, ale chyba tylko dla udowodnienia sobie samej, że zwracam uwagę i znam słowną prawdę. Potrafię też nad słowami medytować. W kompletnej ciszy, gapiąc się w przestrzeń albo kartkując słowniki, albo zasłuchując się w piosenki. Cenię ten stan poszukiwania słowa, zwłaszcza jeśli chcę umieścić je w tytule.

    Znajdywanie tytułu to dla mnie wspaniała przygoda. To smakowanie wina. Rozkoszowanie się ciastem czekoladowym. Nacieszanie oka dziełami Salvadora Dalego. Chłonięcie pejzażu i gry światła na horyzoncie. Nawet jeśli tytuł potrzebuje więcej czasu, żeby się wyłonić, cierpliwie go wyczekuję.

    Szukam słów niejednoznacznych, zaskakujących i takich, które zmuszą do myślenia lub zatrzymania się. Nie martwię się, kiedy brakuje słowa w języku polskim. Dlatego właśnie wybrałam tytuł “Nu gui” – to brzmi znacznie lepiej niż “zły damski duch”, “upiorzyca”, “zjawa”. To już coś mówi o mojej bohaterce i przywodzi na jaw ducha rodem z “Kręgu” czy “Klątwy”, a nie jedną z dam zamkowych, o których to mamy całe mnóstwo legend.

    Podobnie jest z tytułem “Sangue” do opowiadania, które dopracowuję. Mogłoby być po prostu “Krew”, ale włoski odpowiednik niesie już w sobie typ charakteru, wnosi informację, że zapraszam czytelnika do Włoch, do włoskiej rodziny – tam, gdzie krew gotuje się najmocniej. To też odniesienie do tego, z czym próbuje radzić sobie Nana – z krwią na rękach i z relacjami rodzinnymi. W jednym słowie całe bogactwo.

    A na deser mamy “Behesht” – opowiadanie, które już niebawem przejdzie redaktorski szlif. To twarde słowo. Brzmi omalże jak przekleństwo. Nie sposób go mięciutko wyszeptać w ucho dziecka. Jest krótkie – kończy się, zanim naprawdę rozbrzmi. I sięga do starych tradycji perskich, kiedy wyobrażenia nieba i piekła były inne niż znamy je dziś. Które z tych dwóch oznacza? I co to mówi o moim bohaterze? Jeśli nie wygooglujesz, a nawet cierpliwie poczekasz na premierę książki, wyjaśnię to całym tekstem.

    Poza wyszukiwaniem słów do tytułów, uwielbiam też czytać poszukiwania innych. Czy to będą przemyślenia i objaśnienia językoznawców, czy rozprawy socjologów i psychologów. Jaka historia stoi za słowem fascynuje mnie równie mocno, jak to, czym to słowo nam obecnie smakuje.

    Przemianę przeżywa słowo “wiedźma”. Używane coraz częściej z czułością odrywa się od znaczenia “baby jagi”. “Diabeł” również odkleja się od “szatana”. Słowo takie jak “współczucie” nabiera coraz mocniejszego znaczenia “współodczuwania” zamiast “użalania się nad kimś”.

    Wisienką na torcie są analizy słów mocy, wokół której miłośnicy natury człowieka budują całe prace naukowe. To właśnie, obok mądrości, cieszyło mnie najbardziej podczas czytania książek Brene Brown. Podziwiam ją za konsekwentne badanie natury ludzkiej przez pryzmat słów. Nauczyłam się dzięki temu wiele – spędziłam ze słowami takimi jak “przynależność”, “odwaga”, “ autentyczność” całe dni. Mogłam je przeanalizować, a później sprawdzić jak we mnie rezonują. Mogłam zweryfikować ich znaczenie przedstawione przez Brene. Filtrowałam i układałam: słowa w sobie i siebie wobec słów.
    I tak właśnie wzrosłam.

    Niech Cię niosą słowa, Autorze,
    m

  • Sto procent siebie… w sobie

    Sto procent siebie… w sobie

    Kochany Autorze!

    Co porabiasz? Gdzie jesteś? Co przykuwa Twoją uwagę?

    Ja biorę udział w kursie biznesowym, ale wiesz co… Usłyszałam w trakcie jednego z wykładów coś, co sprawdzi się i na naszym pisarskim gruncie.

    “Dostrzeż swoje dziwactwa, przyjmij je i pozwól sobie na nich budować” – powiedział do nas John Williams, autor książki “F*ck it, let’s play”.

    Od razu uspokoję możliwe wzburzenie: oczywiście, że są takie dziwactwa, które wypadałoby uspokoić, ukoić, a nawet zasięgnąć pomocy specjalisty, ale tu mówimy o dziwactwach bezpiecznych. Na przykład mój znajomy nosi kapelusze. Od razu wiadomo, że to on. Na tym może budować swój poetycki wizerunek. Inny bardzo twórczy kolega to zaprzysiężony introwertyk. Nie dość, że siebie takim lubi, to i wsłuchuje się w swoje potrzeby, chodzi swoimi drogami. Rozmowa z nim to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ wymaga automatycznie wyciszenia.

    Jeśli chodzi o mnie, to optymizm. Jest moim najsolidniejszym filarem. Podczas kontaktu ze mną, na warsztatach i w trakcie sesji otulam nim całą przestrzeń. Być może czasem przez niego wydaję się naiwna, niektórzy mogą postrzegać mnie jako młodszą niż naprawdę jestem, a i pewnie nie jednej osobie przychodzi do głowy, że radość to moja bezpieczna strefa. Wiesz, że nią się zasłaniam i ułatwiam sobie życie.

    Prawda jest taka, że odwiedziłam bardzo mroczne partie siebie. Byłam tam ze sobą. Patrzyłam sobie w oczy i trwałam. Dotknęłam swojego dna i odbiłam się. Wiele doświadczyłam też z różnymi ludźmi i bardzo dobrze wiem, że najwięcej problemów tworzymy sobie poprzez nadmierne trzymanie się… tych właśnie problemów.

    Wiem też, że życie płynie dalej, wszystko się zmienia.

    Poza tym studia psychologii kontemplatywnej pokazały mi, że umysł to narzędzie skomplikowane – na przykład symultanicznie możemy odczuwać smutek i radość.

    Czasami dopada mnie melancholia, czasami mam słaby dzień lub się stresuję, ale i wtedy mam szczyptę dystansu i potrafię rozmawiać o tym z bliskimi. Szukam pomocy lub otulam się ze spokojem. Moja radość przygasa, ale nigdy nie odchodzi.

    A w jaki sposób to się łączy z naszym pisaniem?

    Wiele mówimy i dywagujemy nad poszukiwaniem swojego głosu.

    Dziwactwo może być dla takiego twórczego głosu wspaniałym punktem zaczepienia.

    Być może uwielbiasz dokumenty kryminalne i marzy Ci się zajrzenie do archiwów policyjnych. Być może pracę dyplomową pisałaś o sekcji zwłok (tak, mam tu na myśli bardzo konkretną osobę).

    Wiesz co? Tego chce od Ciebie czytelnik!

    Czytelnik uwielbia patrzeć na świat oczami pasjonata!

    Czymkolwiek się fascynujesz, napiszesz o tym najlepsze teksty. To tym właśnie bakcylem oczarujesz swojego odbiorcę! Tym podbijesz i wydawców, bo Twoje teksty będą prawdziwe i wiarygodne!

    Rozumiesz już, co próbuję powiedzieć?

    Podążaj za swoimi dziwactwami. Zgłębiaj je, dziel się swoją wiedzą, szukaj innych fascynatów. Tworzenie popłynie jak rwąca rzeka, a ludzie poddadzą się jej nurtom.

    Moje dziwactwa… Moje umiłowanie tematu mafii i schodzenia w mroki psychiki. O tych kwestiach mogę rozmawiać bez końca, researchu zawsze mi mało. Może takie tematy i mój promienny uśmiech wywołają u kogoś dreszcz, ale co mi tam! Taka właśnie jestem i idę w to… z radością!

    Z serdecznością,
    m

  • Apetyt rośnie…

    Apetyt rośnie…

    Cześć, Autorze!

    Dzisiaj znów można obchodzić Nowy Rok, tym razem chiński. Składam Ci zatem najlepsze życzenia i chcę wrócić do tematu postanowień, spełniania marzeń i planów…

    W tym roku ustaliłam sobie solidną intencję: pisać, pisać, pisać. Generalnie pisanie to priorytet. Jak wspomniałam ostatnio, rozwój nie wymaga kontroli, wystarczy działać. Z tego właśnie względu każdego dnia po prostu zjawiam się nad kartką lub klawiaturą. Czasami piszę coś sensownego, czasami to po prostu strumienie myśli. Kilka zdań w akapicie podtrzymuje kontakt z fabułą. Robię, ile mogę, bo dni są różne. Nabrałam jednak tyle wprawy, że jeśli nie piszę, to czegoś mi brak. Apetyt rośnie w miarę…

    Poza tym przestałam zajmować się sprawami obojętnymi. Jeśli wiem, że rozmowa z kimś rozciągnie się niemiłosiernie i przy tym nie wniesie ani rozluźnienia, ani mądrości, to dbam o uszanowanie mojego czasu. Zamiast zagłębiać się artykuły, sprawdzam nagłówki i wybieram to, co naprawdę mnie ciekawi. Oglądam to, co sprawia mi przyjemność, bezlitośnie przerywam film lub serial, jeśli nie pasuje mi jakość. W zamian wczytuję się w to, co pogłębia moją wiedzę literacką.

    Czytam książki dobrze napisane, z fabułą przemyślaną, a w międzyczasie rozważam to, co napisała Joanna Wrycza-Bekier w “Magii słów” i Julia Cameron w “Right to write”. W kolejce czekają pozycje o innych aspektach pisania lub życia pisarzy, a ja już chcę całą tę wiedzę pochłonąć, przerobić i wdrażać.

    Dla skuteczniejszego rozwoju zapisałam się na jeden z kursów i zacieram ręce na marzec. Mam nadzieję, że nic się nie przesunie, a grupa dopisze i będę chłonąć jeszcze więcej wiedzy, żeby pisać lepsze dreszczowce. Wspaniale jest wiedzieć już, w jakim gatunku chcę przekazywać swoje opowieści i móc się w nim doskonalić.

    Przy tym wszystkim wyczekuję spotkania z pisarzami w Łodzi. Pisałam już, że coś się szykuje, a teraz termin został ustalony, więc można wyglądać daty z uśmiechem. Na pewno nie raz wrócę do tego tematu – dla podzielenia się inspiracją lub wiedzą.

    Otulam się tym, co kocham i co sprawia mi radość. Nie kosztuje mnie to wysiłku, a nawet powiedziałabym, że dni nabierają barw. Wielkie, wyświechtane już hasła typu: “żyj tym, co kochasz” nie wymagają wiele. Drobiazgi zmieniają bardzo dużo, nakręcają kolejne plany i wydarzenia.

    Polecam Ci to wszystko, Autorze. Zostaw za sobą pustą szufladę. Otaczaj się tym, za czym tęsknisz, a może przydarzy Ci się taki bonus, jak mnie i dane będzie Ci spędzać czas z Włoszką, która w naturalny sposób pogłębi Twój research…? Oczywiście, jeśli tworzysz taką postać, jak Nana Conucci i wcale nie twierdzę, że przebywam pod jednym dachem z kryminalistką… ;p

    Widzisz więc… Pewne decyzje przywołują magię. Zachodzą zdarzenia, jakich nie sposób wyplanować. Nie ma znaczenia, czy za oknem szaro, czy buro, jest uśmiech na twarzy i iskra w oku, a to z kolei ładuje baterię kreatywności.

    Polotu i uśmiechu w tym Króliczym Roku,

    m

  • Piszę i już!

    Piszę i już!

    Witaj w Nowym Roku, Autorze!

    Jak się zaczął Twój styczeń? Czy masz jakieś postanowienia? Rozpalił się nowy płomień do działania? Może to właśnie w tym roku czeka Cię debiut lub wygrana w konkursie… A może niebawem znajdziesz wymarzonego redaktora… Mnóż marzenia, bo od tego wszystko się zaczyna. I niech Ci się spełniają!

    Mnie końcówka roku upłynęła na codziennym pisaniu, a w Nowy Rok wkroczyłam z kolejnymi warsztatami rozwojowymi dla pisarzy. Zadziwia mnie zainteresowanie tematem! Łódź to miasto pióra! Wpadają mi zatem do głowy coraz to lepsze pomysły i postanawiam w tym roku stopniowo wcielać je w życie. Pisałam już kiedyś, że pisanie mnie nigdy nie zawiodło, więc w tym roku bardziej mu zaufam i oprę się na nim. Będziemy rozkwitać.

    Warsztaty, które nazwałam wesołym hasłem: “Piszę i już!”, ściągnęły różnych i utalentowanych ludzi! Już samo przebywanie w podobnym gronie dodaje skrzydeł. Poruszaliśmy temat produktywności w pisaniu, pobudzaliśmy wyobraźnię i myślenie skierowane na rozwiązania. Ćwiczyliśmy się we wspólnym lepieniu opowieści, ale znalazł się i czas na rozmowę o procesie wydawniczym.

    Kolejny raz wysłuchałam na koniec wszelkich zwrotów i przyniosły mi koncepcję, by przygotować cały program zajęć. Będę zatem informować o postępach działań. Jeśli natomiast mieszkasz w Łodzi, to szykuj się, Autorze – będą jeszcze jedne warsztaty, a i klaruje się coraz bardziej pisarski krąg.

    Niesamowite jest dla mnie to, że gdy przeprowadzałam się do Łodzi, wymieniony krąg był jedną z pierwszych grup, jakich szukałam. Nie pomyślałam wtedy, że mogę się przyczynić do jego powstania! Gdy prowadzę zajęcia, serce mi rośnie na myśl, jak bardzo pisarzy karmi przebywanie razem. Dlatego więc zakasuję rękawy i niech się dzieje!

    Przy okazji muszę pochwalić łódzkie biblioteki. Nie tylko są wspaniale odremontowane, goszczą nas pięknymi wnętrzami, barwnymi okładkami książek, ale też bardzo fajnymi zespołami bibliotekarzy. To pasjonaci nie tylko czytania, ale i sztuki, rozwoju. Polecam wdawanie się z nimi w rozmowy i oczywiście zabieranie do domu książek, co jeszcze bardziej rozwiną myślenie pod kolejne dyskusje. I to nie jest sztywna polecajka. Zwiedziłam sporo miast w życiu, a do bibliotek zaglądam z automatu, zupełnie jak do księgarń. Nie spotkałam jeszcze przestrzeni i ekip tak przyjaznych, jak w Łodzi.

    Na koniec trochę prywaty do uczestników wczorajszych zajęć: dziękuję za Waszą kreatywność i odwagę do ćwiczeń rozwojowych. Wiem, że to jeszcze nowy grunt. Kursy rzemiosła pisarskiego rosną, jak grzyby po deszczu, a mało jeszcze mówi się o tym, co wczoraj określiłam jako: “dojrzewanie twórcy do biznesu”. Wyrabianie sobie grubej skóry, wstawanie po kolejnych odmowach, pukanie do kolejnych drzwi, a przy tym dbanie o swój autentyczny głos w powieści są równie kluczowe, jak znanie swoich narzędzi pracy.

    Życzę więc i moim uczestnikom, i Tobie, Autorze, by rozwój szedł w parze z edukacją.

    Zaciekawiona tym rokiem
    m

  • Przebudzenie pisarki

    Przebudzenie pisarki

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz na tydzień przed Gwiazdką? Choinka już jest? Tli się ciepło w sercu? A może nie obchodzisz Świąt i planujesz właśnie wypad na tych kilka dni w wymarzone miejsce?

    U mnie przygotowania pełną parą, ale znalazł się też czas na refleksję. W tym roku przecież zaszło tak wiele zmian w moim życiu i zależało mi, by je nieco podsumować. Tak, chciałam też mocniej je zaznaczyć, bo wiele wniosły, a nawet nadały kierunek dalszym moim planom.

    Jak już wiesz, piszę od zawsze. Dawno temu snułam pierwsze bajki na dobranoc dla mojej starszej siostry, później odkrywałam magię maszyny do pisania, robiłam rysunki do moich bajek, aż w końcu odważyłam się na bardziej dojrzałe opowieści. Myślę, że jakieś dwadzieścia lat temu pierwszy raz pomyślałam, że chciałabym kiedyś wydać książkę. Wiele się działo przez ten czas, musiałam zaopiekować się sobą, swoją wewnętrzną równowagą i tobołkiem doświadczeń, ale do pisania wracałam.

    Mówiłam już, że pisanie nigdy mnie nie zawiodło.

    Zaschnięty atrament w piórach zawsze pozwalał się wypłukać i błękitne wyrazy zapełniały kolejne kartki zeszytów. Klawiatura także współpracowała, a internet podsunął niespodziewane współprace i twórcze projekty.

    Kilka razy próbowałam zrozumieć rynek wydawniczy, jednak widać nie byłam gotowa, ponieważ albo brakowało mi źródła informacji, albo byłam w niewłaściwych miejscach.

    W tym roku nastąpił przełom.

    To naprawdę dla mnie ważny moment w życiu, bo wszystkie starania, próby i poprawki opłaciły się.

    Inkubowałam jako pisarka. Marzyłam o realnej książce, która trafi w ręce nieznanych mi osób. Bardzo chciałam, by zmyślone przeze mnie postaci mogły zostać poznane przez czytelników.

    Nie spodziewałam się zupełnie, jak wpłynie na mnie ziszczenie tego marzenia.

    Dziś widzę, że przebudziłam się. Z tym spełnionym marzeniem wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, jakby tylko czekało na tę chwilę. Przed sobą widzę solidnie wybrukowaną drogę – budowałam ją przez te wszystkie lata i teraz mogę sunąć gładko.

    Czuję się też tak, jakbym odzyskała ręce. Wiesz, co mam na myśli? W baśniach czasem bohaterka traci ręce, ale za sprawą wytrwałości i dobroci odzyskuje je w jakiś magiczny sposób. Dokładnie takie mam wrażenie, dlatego też teraz wiem dokładnie, co robić i jakie decyzje chcę podejmować. Życie zdaje się prostsze.

    Jeśli jesteś wciąż na etapie marzeń, to chcę Ci powiedzieć: trwaj. Rób swoje. Być może to jeszcze nie ten moment, może dzieci albo finanse zatrzymują Cię przed poświęceniem się tworzeniu. Utrzymuj jednak kontakt ze swoją kreatywnością. Przepłukuj pióra, zaglądaj do starych tekstów. Szukaj kręgów pisarskich. Wiedz, że Twój umysł pracuje – dojrzewa, układa sobie, filtruje świat i doświadczenia. Inkubujesz. I przyjdzie ten czas, kiedy ockniesz się w swoich potencjałach i wszystko stanie się proste, oczywiste.

    Tego Ci życzę w nadchodzącym Roku, Autorze.
    Z głębi serca.

    m

  • Realne zmiany

    Realne zmiany

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz? Jakim samopoczuciem nastrajają Cię obecne dni?

    Ja postanowiłam skłonić się w stronę podsumowań. W okresie Świąteczno-Noworocznym zrezygnuję z listów do Ciebie. Oznacza to, że pozostały nam trzy do końca roku. Zamierzam więc podsumować dwanaście upływających miesięcy w trzech etapach.

    Wiesz… sporo się u mnie w tym roku zmieniło. Pisanie urealniło się – i to do tego stopnia, że mogę trzymać w ręce dwie bardzo fizyczne książki, w których są moje teksty. Przekroczyłam w tym roku próg planów i rozeznań w świecie wydawniczym. Zostałam opublikowaną pisarką.

    Za tym kryją się bardzo fizyczne, bo czarno na białym napisane słowa uznania. Pozwolę sobie kilka przytoczyć, bo to uskrzydla i jestem wdzięczna, że mogłam zdobyć sympatię czytelników.

    Właśnie przeczytałam opowiadanie Nu gui z Nieoczywistej. I jestem bardzo zaintrygowana… Apetyt wzrósł na więcej bardzo mi się podoba Twoje pisanie. Pozdrawiam serdecznie!

    Kasia

    coraz więcej świetnych utworów się pojawia 😀 hihi a Ty droga Magdaleno, mam takie przeczucie, że do nich się zaliczasz 🙂 a po tak pięknie dopracownym opowiadaniu, aż chce się poznać losy bohaterki. Dlaczego znalazła się w tym punkcie życia? Dlaczego jej rodzina mogła być zagrożona? Dlaczego Musiała dokonać takiego wyboru? Co siedzi w jej duszy? Ahh jeszcze wiele innych pytań się nasuwa…. także jak wspomniałam już wcześniej , pisz Magdaleno, pisz.

    Magdalena C.

    Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje opowiadanie, ciekawy i zaskakujący wątek z tym mistrzem i dylematem moralnym. Bohaterka trochę przypomina wyszkoloną w zabijaniu Nikitę, a trochę Matyldę z Leona… bardzo lubię te filmy. Fajny moment zakończenia i ten tajemniczy pendrive (a jakby co to mam na was haka). Akcja toczy się płynnie, dobrze się czyta. Podziwiam wiedzę dot. sztuk walki. Poczułam niedosyt, to chyba dobrze, bo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterki.

    Asia

    Realne stały się też podpisy – moje w książkach. Czy marzyłam o tym, by wypisywać dedykacje? I to jeszcze jak! To coś wspaniałego spotkać czytelników i podpisać się dla nich na pierwszych stronach. W jakiś sposób proces wydawniczy staje się wtedy domknięty i jeszcze bardziej prawdziwy.

    Zmiana jest też taka, że zyskałam książki poznanych w tym roku autorów i stałam się częścią piszącej społeczności. Chcę poświęcić temu więcej uwagi, dlatego za tydzień zgłębię temat. Na ten moment powiem jednak, że sukcesy i plany innych to dodatkowa motywacja, a ciepłe słowa czytelników i wyczekiwanie kolejnych partii historii skutkują turbodoładowaniem!

    Bardzo realne i miłe z końcem roku jest też to, jak wraz ze mną zmienił się mój dom. Domowe biuro przestało być jedynym miejscem do pisania, teraz mogę to robić w każdym pomieszczeniu. Pisanie awansowało w moim życiu do rangi czynności profesjonalnej, tak i przestrzeń na nie w domu poszerzyła się. Bardzo mnie to cieszy!

    Ostatnia rzecz, która przychodzi mi do głowy, to bardzo fizyczne działania związane z pisaniem: podcast i warsztaty. Spotkania z ludźmi, zgłębianie obszaru, który wiąże się z moją największą pasją, karmi mnie, odżywia!

    Pisanie w tym roku niczym magnes wciągnęło mnie do innego świata. Rozpoczęłam nowy rozdział swojej własnej opowieści i jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie ona zaprowadzi.

    Do tej podróży zapraszam i Ciebie, Autorze. Gdziekolwiek jesteś na swojej drodze. Jeśli tylko chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, wrażeniami lub bolączkami, wiesz, gdzie mnie szukać.

    Pozdrawiam ciepło,
    m

Magdalena Krok Naprzód
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.