Tag: życie

  • Coś nowego

    Coś nowego

    Cześć, Autorze!

    Co u Ciebie? U mnie inspirująco, ale inaczej niż zazwyczaj. Dziś wyszłam z tematów mafii i przeszłam do tematyki dworskich obyczajów. Innymi słowy bardzo wnikliwie oglądałam koronację Karola III. Mało opowiadam o tym obszarze moich researchów, ale przyjdzie czas dzielić się ich efektami. Tę wiedzę gromadzę bardzo na spokojnie i pozwalam, by wypełniała luki mojej historii.

    W zasadzie jednak dziś chciałam o czymś zupełnie innym, ale jak tu nie wspomnieć koronacji, która się zdarza tak rzadko w dzisiejszym świecie?

    Poprzednio abstrakcyjnie podsumowywałam warsztaty, a dziś przechodzę do konkretu.

    Otóż jeden z wniosków brzmi następująco: jesteśmy na Facebooku.

    Większość uczestników moich warsztatów natknęła się na wiadomość o nich właśnie na tej platformie. Dlatego rozumiem, że my piszący naprawdę lubimy korzystać z Facebooka. Nie byłabym jednak sobą, gdybym tego tematu nie zgłębiła.

    Słyszałam głosy, że FB rozprasza, że tylko przeszkadza w pisaniu, bo powiadomienia, wiadomości i jeszcze reklamy, kiedy się próbuje znaleźć coś konkretnego.

    Zgadzam się.

    Do tego dodam nawet inną kwestię: kiedy zaczynasz pisać i próbujesz budować swoją rozpoznawalność jako autor, na FB jesteś ziarnkiem piasku. Taka prawda. Jest nas tam naprawdę dużo! Zatrzęsienie! Każdy dzieli się swoim tekstem, swoją historią, spotkaniami, sukcesami.

    Ale wiesz co? To jest też cenna lekcja. Dla cierpliwości i wytrwałości. Dla kreatywnego podejścia do marketingu. Dlatego, jak się domyślasz, powiem: działaj dalej!

    Ja wyciągam z obserwacji coś jeszcze. Postanowiłam w końcu utworzyć na FB swoją stronę. I, słuchając potrzeb ludzi pióra, opakuję tę stronę w wartości, którymi żyję. Innymi słowy: robię stronę z intencją stworzenia miejsca ukojenia dla pisarskich umysłów. Nie będzie bombardowania ofertami. Nie będzie pstrokato. Nikogo do niczego nie będę nawoływać.

    Zapraszam.

    Tak, jak zapraszam na warsztaty i sesje indywidualne i cieszę się, gdy widzę błysk w oku klienta, uśmiech w kąciku, rozprężenie ramion, tak chcę pomagać rozwijać się odbiorcy mojej strony.

    Jak to zrobię? Dokładnie jeszcze nie wiem, ale będę słuchać serca. Ono mi mówi to, co powiedziała mentorka: zrobione jest lepsze niż doskonałe. Trzymam się tego solidnie i działam. Ufam swoim decyzjom.

    Do odwiedzania mojego facebookowego kąta zachęcam. Sugestii wysłucham lub je przeczytam. Przypominam też, że jeśli jesteś z Łodzi lub okolic, to możesz dołączyć do grupy Rozpisana Łódź. Idziemy tam w jakość, nie w ilość i celem jest coraz lepsze pisanie. Ot, tak, po prostu.

    Tak więc widzisz, otwieram przestrzeń. Daj znać, jak poczujesz chęć odwiedzin.

    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    m

  • Majówka i już!

    Majówka i już!

    Cześć, Autorze!

    Moje minione tygodnie to cieszenie się wiosną (na ile pozwalała) i przygotowania do warsztatów, które prowadziłam. Prowadziłam też bardzo duży research do mojej powieści, ale dziś nie o tym. Zostańmy w obszarze pierwszego zdania.

    Kolejne warsztaty z serii “Piszę i już!” odbyły się w łódzkiej Mediatece MeMo. I chociaż zajęcia w zasadzie nie poruszały kwestii związanych z budowaniem fabuły, dołączyła do mnie grupa amatorów pisania. Z godziny na godzinę stawało się dla mnie coraz bardziej jasne, jak pisanie łączy się z życiem. Na koniec zresztą jeden z uczestników powiedział, że te warsztaty były nie tylko o pisaniu, były o czymś więcej.

    Pamiętam moją rozmowę z Anią Judge jakieś dwa lata temu. Mówiła mi wtedy, jak tworzenie, pisanie i życie przenika się u niej. Pokazywała mi to, rysując dłońmi koła w powietrzu. Koła poziome to jedno, pionowe to drugie i razem się nakręcają. Słuchałam jej oczarowana i zapragnęłam, by i u mnie te sfery się tak wiązały i nakręcały.

    Wczoraj jednoznacznie uznałam, że tak właśnie jest.

    Uczę się wiele. Bezustannie zgłębiam albo coś z zakresu literatury, albo rozwoju. I coraz lepiej rozumiem, jak wcielać naukę z jednego do drugiego.

    Podczas zajęć zaprosiłam uczestników do opowiedzenia swoich historii. Przekazywali w niej swoją przemianę po nabyciu nowych umiejętności. To właśnie wtedy dotarło do mnie, że i ja zmieniłam się od chwili, kiedy postanowiłam korzystać z coachingu, by wspierać pisarzy.

    Koncentrowanie się na łączeniu pisania z rozwojem wzmocniło mnie. Sięgam teraz po rozwiązania, o których dawniej nie myślałam.

    Wiem, że piszę o tym ogólnikami, ale to dlatego, że na ten moment najważniejsze jest dla mnie samo doświadczenie. I na tym próbuję dziś zatrzymać Twoją uwagę, Autorze. Te chwile często nam umykają, ponieważ przemiana nie jest fizyczna. Trudno ubrać ją nawet w słowa. To inny stan umysłu, który dopiero siebie pozna.

    Fizyczne przejawy przyjdą później. Podzielę się nimi oczywiście, bo wnioski już krystalizują się w konkretne pomysły.

    Mówiłam wczoraj uczestnikom, żeby pisali i kontaktowali się ze swoimi potrzebami. I tak samo napiszę dziś: podtrzymuj świadomość marzeń i rozwijaj się, Autorze. Celebruj momenty, kiedy wzrastasz.

    Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom moich zajęć. Każde takie spotkanie jest dla mnie bezcenne. Tworzę okazję do wymiany mądrości, do odkrywania nowych perspektyw – nie tylko dla Was, ale i – jak widać – dla siebie.

    Z radością,
    m

  • Dzień niemocy

    Dzień niemocy

    Cześć, Autorze!

    Jak Twoja moc dziś? Moja poszła na spacer, chyba w poszukiwaniu wiosny i zapomniała mnie ze sobą zabrać.

    Snuję się między kanapą a fotelem, pilnując, by towarzyszył mi wierny kompan: kocyk.

    Z początkiem roku obiecałam sobie, że pisanie w tym roku ma priorytet. Dziś nic z tego. Dziś pierwsze miejsce zajmują moje umęczone kości.

    Czasem taki dzień jest i nie ma, co tego ukrywać.

    Powodów do radości wiele: za mną pierwsze spotkanie warsztatowe Rozpisanej Łodzi. Członków grupy przybywa. Rozmowa podcastowa z Beatą Wawryniuk to kopalnia wiedzy. Inspiracja pukała do mnie zewsząd w minionym tygodniu: czytam “Ojca chrzestnego”, Internet podsunął szkolenia pisarsko-coachingowe (będę się chwalić z czasem), ustaliłam termin dla kolejnych warsztatów o produktywności w genialnym miejscu w Łodzi: Mediateka MEMO (29 kwietnia, godz. 11:00), a wisienką na torcie była rozmowa o fabułach i adaptacjach książek z Pauliną.

    Cóż, może po tylu wrażeniach trzeba odpocząć.

    Tymczasem w tym tygodniu kolejna wyprawa po wiosnę i łapanie inspiracji w Londynie.

    Opuszczam więc kocyk, by pochylić się nad walizką.
    Pozostańmy w kontakcie, nawet jeśli i Ty masz chwilę niemocy.

    Do następnej niedzieli!
    m

  • Sto procent siebie… w sobie

    Sto procent siebie… w sobie

    Kochany Autorze!

    Co porabiasz? Gdzie jesteś? Co przykuwa Twoją uwagę?

    Ja biorę udział w kursie biznesowym, ale wiesz co… Usłyszałam w trakcie jednego z wykładów coś, co sprawdzi się i na naszym pisarskim gruncie.

    “Dostrzeż swoje dziwactwa, przyjmij je i pozwól sobie na nich budować” – powiedział do nas John Williams, autor książki “F*ck it, let’s play”.

    Od razu uspokoję możliwe wzburzenie: oczywiście, że są takie dziwactwa, które wypadałoby uspokoić, ukoić, a nawet zasięgnąć pomocy specjalisty, ale tu mówimy o dziwactwach bezpiecznych. Na przykład mój znajomy nosi kapelusze. Od razu wiadomo, że to on. Na tym może budować swój poetycki wizerunek. Inny bardzo twórczy kolega to zaprzysiężony introwertyk. Nie dość, że siebie takim lubi, to i wsłuchuje się w swoje potrzeby, chodzi swoimi drogami. Rozmowa z nim to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ wymaga automatycznie wyciszenia.

    Jeśli chodzi o mnie, to optymizm. Jest moim najsolidniejszym filarem. Podczas kontaktu ze mną, na warsztatach i w trakcie sesji otulam nim całą przestrzeń. Być może czasem przez niego wydaję się naiwna, niektórzy mogą postrzegać mnie jako młodszą niż naprawdę jestem, a i pewnie nie jednej osobie przychodzi do głowy, że radość to moja bezpieczna strefa. Wiesz, że nią się zasłaniam i ułatwiam sobie życie.

    Prawda jest taka, że odwiedziłam bardzo mroczne partie siebie. Byłam tam ze sobą. Patrzyłam sobie w oczy i trwałam. Dotknęłam swojego dna i odbiłam się. Wiele doświadczyłam też z różnymi ludźmi i bardzo dobrze wiem, że najwięcej problemów tworzymy sobie poprzez nadmierne trzymanie się… tych właśnie problemów.

    Wiem też, że życie płynie dalej, wszystko się zmienia.

    Poza tym studia psychologii kontemplatywnej pokazały mi, że umysł to narzędzie skomplikowane – na przykład symultanicznie możemy odczuwać smutek i radość.

    Czasami dopada mnie melancholia, czasami mam słaby dzień lub się stresuję, ale i wtedy mam szczyptę dystansu i potrafię rozmawiać o tym z bliskimi. Szukam pomocy lub otulam się ze spokojem. Moja radość przygasa, ale nigdy nie odchodzi.

    A w jaki sposób to się łączy z naszym pisaniem?

    Wiele mówimy i dywagujemy nad poszukiwaniem swojego głosu.

    Dziwactwo może być dla takiego twórczego głosu wspaniałym punktem zaczepienia.

    Być może uwielbiasz dokumenty kryminalne i marzy Ci się zajrzenie do archiwów policyjnych. Być może pracę dyplomową pisałaś o sekcji zwłok (tak, mam tu na myśli bardzo konkretną osobę).

    Wiesz co? Tego chce od Ciebie czytelnik!

    Czytelnik uwielbia patrzeć na świat oczami pasjonata!

    Czymkolwiek się fascynujesz, napiszesz o tym najlepsze teksty. To tym właśnie bakcylem oczarujesz swojego odbiorcę! Tym podbijesz i wydawców, bo Twoje teksty będą prawdziwe i wiarygodne!

    Rozumiesz już, co próbuję powiedzieć?

    Podążaj za swoimi dziwactwami. Zgłębiaj je, dziel się swoją wiedzą, szukaj innych fascynatów. Tworzenie popłynie jak rwąca rzeka, a ludzie poddadzą się jej nurtom.

    Moje dziwactwa… Moje umiłowanie tematu mafii i schodzenia w mroki psychiki. O tych kwestiach mogę rozmawiać bez końca, researchu zawsze mi mało. Może takie tematy i mój promienny uśmiech wywołają u kogoś dreszcz, ale co mi tam! Taka właśnie jestem i idę w to… z radością!

    Z serdecznością,
    m

  • Apetyt rośnie…

    Apetyt rośnie…

    Cześć, Autorze!

    Dzisiaj znów można obchodzić Nowy Rok, tym razem chiński. Składam Ci zatem najlepsze życzenia i chcę wrócić do tematu postanowień, spełniania marzeń i planów…

    W tym roku ustaliłam sobie solidną intencję: pisać, pisać, pisać. Generalnie pisanie to priorytet. Jak wspomniałam ostatnio, rozwój nie wymaga kontroli, wystarczy działać. Z tego właśnie względu każdego dnia po prostu zjawiam się nad kartką lub klawiaturą. Czasami piszę coś sensownego, czasami to po prostu strumienie myśli. Kilka zdań w akapicie podtrzymuje kontakt z fabułą. Robię, ile mogę, bo dni są różne. Nabrałam jednak tyle wprawy, że jeśli nie piszę, to czegoś mi brak. Apetyt rośnie w miarę…

    Poza tym przestałam zajmować się sprawami obojętnymi. Jeśli wiem, że rozmowa z kimś rozciągnie się niemiłosiernie i przy tym nie wniesie ani rozluźnienia, ani mądrości, to dbam o uszanowanie mojego czasu. Zamiast zagłębiać się artykuły, sprawdzam nagłówki i wybieram to, co naprawdę mnie ciekawi. Oglądam to, co sprawia mi przyjemność, bezlitośnie przerywam film lub serial, jeśli nie pasuje mi jakość. W zamian wczytuję się w to, co pogłębia moją wiedzę literacką.

    Czytam książki dobrze napisane, z fabułą przemyślaną, a w międzyczasie rozważam to, co napisała Joanna Wrycza-Bekier w “Magii słów” i Julia Cameron w “Right to write”. W kolejce czekają pozycje o innych aspektach pisania lub życia pisarzy, a ja już chcę całą tę wiedzę pochłonąć, przerobić i wdrażać.

    Dla skuteczniejszego rozwoju zapisałam się na jeden z kursów i zacieram ręce na marzec. Mam nadzieję, że nic się nie przesunie, a grupa dopisze i będę chłonąć jeszcze więcej wiedzy, żeby pisać lepsze dreszczowce. Wspaniale jest wiedzieć już, w jakim gatunku chcę przekazywać swoje opowieści i móc się w nim doskonalić.

    Przy tym wszystkim wyczekuję spotkania z pisarzami w Łodzi. Pisałam już, że coś się szykuje, a teraz termin został ustalony, więc można wyglądać daty z uśmiechem. Na pewno nie raz wrócę do tego tematu – dla podzielenia się inspiracją lub wiedzą.

    Otulam się tym, co kocham i co sprawia mi radość. Nie kosztuje mnie to wysiłku, a nawet powiedziałabym, że dni nabierają barw. Wielkie, wyświechtane już hasła typu: “żyj tym, co kochasz” nie wymagają wiele. Drobiazgi zmieniają bardzo dużo, nakręcają kolejne plany i wydarzenia.

    Polecam Ci to wszystko, Autorze. Zostaw za sobą pustą szufladę. Otaczaj się tym, za czym tęsknisz, a może przydarzy Ci się taki bonus, jak mnie i dane będzie Ci spędzać czas z Włoszką, która w naturalny sposób pogłębi Twój research…? Oczywiście, jeśli tworzysz taką postać, jak Nana Conucci i wcale nie twierdzę, że przebywam pod jednym dachem z kryminalistką… ;p

    Widzisz więc… Pewne decyzje przywołują magię. Zachodzą zdarzenia, jakich nie sposób wyplanować. Nie ma znaczenia, czy za oknem szaro, czy buro, jest uśmiech na twarzy i iskra w oku, a to z kolei ładuje baterię kreatywności.

    Polotu i uśmiechu w tym Króliczym Roku,

    m

  • Ślę słowa w świat

    Ślę słowa w świat

    Cześć, Autorze!

    Jak się masz? Wypełniasz swoje pisarskie postanowienia? Efekty są? Podziel się nimi. A jeśli ich jednak brakuje, to pomarudź, bo nie ma nic gorszego jak kumulacja niezadowolenia.

    I otóż to! Znaczy to pierwsze to, czyli dzielenie się efektami. Ostatnio poznałam całą grupę ludzi. Człowiek się kręci tu i tam, czasem nawet nie pozna imienia jednej osoby, a czasem wypada wręcz te imiona zapisać. I szczerze nie wiem, czy to kwestia mojej wzmagającej się pewności siebie, czy może otaczająca mnie radość, ale coraz częściej rozmawiam o moim pisaniu z obcymi ludźmi.

    Dawniej coś napomnknęłam. Niknęło to w gąszczu historii. Płoszyłam się na byle zmianę tematu. Rozpraszałam się i odsuwałam rozmowę od siebie. Teraz jest inaczej. Mówię. I jestem słuchana. Nie, jak nauczyciel czy wykładowca, ale słuchana z zainteresowaniem.

    Uwaga poświęcona introwertykowi może go zgubić, zwłaszcza jeśli to młody artysta, ale mnie ta uwaga karmi. Rozwijam temat w kolejne odpowiedzi, już omalże wygłaszam elaborat. I mało mi!

    Zastanawiam się więc, co mówić, żeby się nasycić, a zarazem nie zamęczyć rozmówcy. W ten oto sposób zaczynam ćwiczyć moje blurby i pitche. Jeszcze ich nie trenuję na ludziach, ale układają mi się w głowie. Wiem, że nadejdzie czas i na to.

    Na razie nie tylko odczytuję reakcję słuchaczy na moje pomysły, zanim zabiorę się do ich napisania, ale też osadzam się w roli pisarki. Nadaję temu jeszcze solidniejszego znaczenia. Im więcej osób taką mnie poznaje, tym więcej ludzi wyłania się zza rogu, a ja rosnę w siłę. Wyćwiczyłam odpowiedzi na podchwytliwe pytania. Nade wszystko jednak w naturalny sposób trenuję rozmowy z wydawcami!

    Opowiadam Ci to, bo wciąż jesteśmy w tym czasie roku, kiedy próbujemy ustalać i planować. Organizowanie rozwoju brzmi abstrakcyjnie, a jednak jest bardzo trendy, a przy tym wielu z nas już męczy. Niosę więc do Ciebie, Autorze, pogodną myśl:

    Działaj!

    Po prostu. Rób swoje, a świat zadba o resztę. Podejmuj próby, śmiej się z niepowodzeń, wyciągaj wnioski i działaj. Efekty będą się kumulować aż spojrzysz w lustro i zobaczysz siebie w nowych szatach! Nie we wszystkim musimy być uważni, czujni i kontrolujący. Wystarczy działać, doceniać małe ruchy naprzód.

    Luzu w działaniu,
    m

     

    P.S. Zdjęcie mnie i królewskiego corgi zrobiła Magdalena Lytek-Dehiles 

  • Przebudzenie pisarki

    Przebudzenie pisarki

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz na tydzień przed Gwiazdką? Choinka już jest? Tli się ciepło w sercu? A może nie obchodzisz Świąt i planujesz właśnie wypad na tych kilka dni w wymarzone miejsce?

    U mnie przygotowania pełną parą, ale znalazł się też czas na refleksję. W tym roku przecież zaszło tak wiele zmian w moim życiu i zależało mi, by je nieco podsumować. Tak, chciałam też mocniej je zaznaczyć, bo wiele wniosły, a nawet nadały kierunek dalszym moim planom.

    Jak już wiesz, piszę od zawsze. Dawno temu snułam pierwsze bajki na dobranoc dla mojej starszej siostry, później odkrywałam magię maszyny do pisania, robiłam rysunki do moich bajek, aż w końcu odważyłam się na bardziej dojrzałe opowieści. Myślę, że jakieś dwadzieścia lat temu pierwszy raz pomyślałam, że chciałabym kiedyś wydać książkę. Wiele się działo przez ten czas, musiałam zaopiekować się sobą, swoją wewnętrzną równowagą i tobołkiem doświadczeń, ale do pisania wracałam.

    Mówiłam już, że pisanie nigdy mnie nie zawiodło.

    Zaschnięty atrament w piórach zawsze pozwalał się wypłukać i błękitne wyrazy zapełniały kolejne kartki zeszytów. Klawiatura także współpracowała, a internet podsunął niespodziewane współprace i twórcze projekty.

    Kilka razy próbowałam zrozumieć rynek wydawniczy, jednak widać nie byłam gotowa, ponieważ albo brakowało mi źródła informacji, albo byłam w niewłaściwych miejscach.

    W tym roku nastąpił przełom.

    To naprawdę dla mnie ważny moment w życiu, bo wszystkie starania, próby i poprawki opłaciły się.

    Inkubowałam jako pisarka. Marzyłam o realnej książce, która trafi w ręce nieznanych mi osób. Bardzo chciałam, by zmyślone przeze mnie postaci mogły zostać poznane przez czytelników.

    Nie spodziewałam się zupełnie, jak wpłynie na mnie ziszczenie tego marzenia.

    Dziś widzę, że przebudziłam się. Z tym spełnionym marzeniem wszystko wskoczyło na właściwe miejsce, jakby tylko czekało na tę chwilę. Przed sobą widzę solidnie wybrukowaną drogę – budowałam ją przez te wszystkie lata i teraz mogę sunąć gładko.

    Czuję się też tak, jakbym odzyskała ręce. Wiesz, co mam na myśli? W baśniach czasem bohaterka traci ręce, ale za sprawą wytrwałości i dobroci odzyskuje je w jakiś magiczny sposób. Dokładnie takie mam wrażenie, dlatego też teraz wiem dokładnie, co robić i jakie decyzje chcę podejmować. Życie zdaje się prostsze.

    Jeśli jesteś wciąż na etapie marzeń, to chcę Ci powiedzieć: trwaj. Rób swoje. Być może to jeszcze nie ten moment, może dzieci albo finanse zatrzymują Cię przed poświęceniem się tworzeniu. Utrzymuj jednak kontakt ze swoją kreatywnością. Przepłukuj pióra, zaglądaj do starych tekstów. Szukaj kręgów pisarskich. Wiedz, że Twój umysł pracuje – dojrzewa, układa sobie, filtruje świat i doświadczenia. Inkubujesz. I przyjdzie ten czas, kiedy ockniesz się w swoich potencjałach i wszystko stanie się proste, oczywiste.

    Tego Ci życzę w nadchodzącym Roku, Autorze.
    Z głębi serca.

    m

  • Realne zmiany

    Realne zmiany

    Cześć, Autorze!

    Jak się miewasz? Jakim samopoczuciem nastrajają Cię obecne dni?

    Ja postanowiłam skłonić się w stronę podsumowań. W okresie Świąteczno-Noworocznym zrezygnuję z listów do Ciebie. Oznacza to, że pozostały nam trzy do końca roku. Zamierzam więc podsumować dwanaście upływających miesięcy w trzech etapach.

    Wiesz… sporo się u mnie w tym roku zmieniło. Pisanie urealniło się – i to do tego stopnia, że mogę trzymać w ręce dwie bardzo fizyczne książki, w których są moje teksty. Przekroczyłam w tym roku próg planów i rozeznań w świecie wydawniczym. Zostałam opublikowaną pisarką.

    Za tym kryją się bardzo fizyczne, bo czarno na białym napisane słowa uznania. Pozwolę sobie kilka przytoczyć, bo to uskrzydla i jestem wdzięczna, że mogłam zdobyć sympatię czytelników.

    Właśnie przeczytałam opowiadanie Nu gui z Nieoczywistej. I jestem bardzo zaintrygowana… Apetyt wzrósł na więcej bardzo mi się podoba Twoje pisanie. Pozdrawiam serdecznie!

    Kasia

    coraz więcej świetnych utworów się pojawia 😀 hihi a Ty droga Magdaleno, mam takie przeczucie, że do nich się zaliczasz 🙂 a po tak pięknie dopracownym opowiadaniu, aż chce się poznać losy bohaterki. Dlaczego znalazła się w tym punkcie życia? Dlaczego jej rodzina mogła być zagrożona? Dlaczego Musiała dokonać takiego wyboru? Co siedzi w jej duszy? Ahh jeszcze wiele innych pytań się nasuwa…. także jak wspomniałam już wcześniej , pisz Magdaleno, pisz.

    Magdalena C.

    Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje opowiadanie, ciekawy i zaskakujący wątek z tym mistrzem i dylematem moralnym. Bohaterka trochę przypomina wyszkoloną w zabijaniu Nikitę, a trochę Matyldę z Leona… bardzo lubię te filmy. Fajny moment zakończenia i ten tajemniczy pendrive (a jakby co to mam na was haka). Akcja toczy się płynnie, dobrze się czyta. Podziwiam wiedzę dot. sztuk walki. Poczułam niedosyt, to chyba dobrze, bo chętnie poznałabym dalsze losy bohaterki.

    Asia

    Realne stały się też podpisy – moje w książkach. Czy marzyłam o tym, by wypisywać dedykacje? I to jeszcze jak! To coś wspaniałego spotkać czytelników i podpisać się dla nich na pierwszych stronach. W jakiś sposób proces wydawniczy staje się wtedy domknięty i jeszcze bardziej prawdziwy.

    Zmiana jest też taka, że zyskałam książki poznanych w tym roku autorów i stałam się częścią piszącej społeczności. Chcę poświęcić temu więcej uwagi, dlatego za tydzień zgłębię temat. Na ten moment powiem jednak, że sukcesy i plany innych to dodatkowa motywacja, a ciepłe słowa czytelników i wyczekiwanie kolejnych partii historii skutkują turbodoładowaniem!

    Bardzo realne i miłe z końcem roku jest też to, jak wraz ze mną zmienił się mój dom. Domowe biuro przestało być jedynym miejscem do pisania, teraz mogę to robić w każdym pomieszczeniu. Pisanie awansowało w moim życiu do rangi czynności profesjonalnej, tak i przestrzeń na nie w domu poszerzyła się. Bardzo mnie to cieszy!

    Ostatnia rzecz, która przychodzi mi do głowy, to bardzo fizyczne działania związane z pisaniem: podcast i warsztaty. Spotkania z ludźmi, zgłębianie obszaru, który wiąże się z moją największą pasją, karmi mnie, odżywia!

    Pisanie w tym roku niczym magnes wciągnęło mnie do innego świata. Rozpoczęłam nowy rozdział swojej własnej opowieści i jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie ona zaprowadzi.

    Do tej podróży zapraszam i Ciebie, Autorze. Gdziekolwiek jesteś na swojej drodze. Jeśli tylko chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami, wrażeniami lub bolączkami, wiesz, gdzie mnie szukać.

    Pozdrawiam ciepło,
    m

  • Osobowość postaci

    Osobowość postaci

    Cześć, Autorze!

    Co tam u Ciebie? Śnieg? Deszcz? Szaleństwo zakupów? Świąteczne filmy?

    Przepraszam, zasypuję Cię pytaniami, ale to dlatego, że jestem podekscytowana. W tym tygodniu ustaliłam termin kolejnych warsztatów w Łodzi, także w styczniu szykuje się kreatywne spotkanie z ludźmi taki, jak Ty i ja! Wpadaj, jak masz chęć – widzimy się 7 stycznia w Bibliotece Wolność, godz. 11:00. Będziemy się rozpisywać na nowy rok, a prokrastynację zostawimy za sobą!

    Teraz już więc rozumiesz. Nie mogę się doczekać tego terminu, a przecież już i tak wypatruję Świąt. Powody do radości mi się namnożyły.
    W trakcie przygotowań do zajęć przeglądam zapiski o różnych ćwiczeniach i coś mi się przypomniało…

    Dawno temu koleżanki po piórze dopytywały znajomej psycholog, czy jej profesja pomaga tworzyć postaci. Wszyscy mamy na uwadze to, że nasze historie bez postaci nie mają sensu – nawet te najkrótsze. Jednocześnie chcemy, by bohaterowie byli ludzcy, prawdziwi, by czytelnik z łatwością mógł z nimi rezonować. Może nam się wydawać, że znajomość psychologii rozwiąże rozterki.

    I tak, i nie…

    Już mówię, dlaczego.

    Postać literacka to twór zupełnie różny od człowieka. To forma stworzona dla przekazania historii. Jej cechy są uproszczone, a uwaga czytelnika, swoiste światła reflektorów skupione są na kontrastujących cechach. Oczywiście można to robić subtelnie i pogłębiać tym samym naturalność postaci. W końcu nie ma potrzeby, by bohater eksplodował złością za każdym razem, jak przemawia, podczas gdy jego tęsknotą jest spokojne życie.

    Niemniej jednak postać to forma zamknięta w ramach prowadzonej opowieści, a jej przemiana zajdzie adekwatnie do wizji autora. Jako czytelnicy najpewniej nie dowiemy się, co się działo, gdy bohater miał lat trzy, z jakiego talerzyka lubił jeść i jakie kołysanki śpiewała mu babcia. Nie są nam potrzebne historie traum wyplecionych ze sobą w różnych proporcjach, by wyłonił się z nich człowiek. Ba! Często nawet nie wiemy, co naszego bohatera rozśmiesza!

    Człowiek jest złożony i gdy próbujemy siebie opisać, mamy problem. Bo jak? Co jest najważniejsze? Jakie są nasze dążenia? Co będzie chwalipięctwem? Nie wspomnę już o tym, że na ogół nie lubimy wokół siebie tak dużej uwagi. Wiele drobiazgów nas onieśmiela, bo coś w przeszłości stworzyło nam taki punkt odniesienia. Ciebie może coś zawstydzać, ja tymczasem zrobię to bez większego wysiłku.

    Poza tym, zachowujemy się inaczej w różnych grupach, a nawet w różnych relacjach. Zmienia nam się ton głosu, przyjmujemy inną postawę ciała. Próbujemy nowych rzeczy i bezustannie się czegoś uczymy.

    Już na tych przykładach widać bardzo mocne różnice między człowiekiem a postacią fabularną. Nie twierdzę przy tym, że nie warto rozmyślać o swoich postaciach, zaprzyjaźniać się z nimi. Sama przecież to robię i potrafię powiedzieć w środku nocy, jaka jest ulubiona piosenka Nany Conucci. Wydaje mi się zresztą, że w świecie filmowym pogłębiony obraz postaci bardzo dobrze się przyjmuje i jest to jednym z powodów tak wielkiego powodzenia kolejnych odsłon Marvela czy Gwiezdnych Wojen. Świat przedstawiony jest tam bardzo rozbudowany, a postaci poznajemy z biegiem w lat w bardzo różnorodnych sytuacjach i jako odbiorcy podczas seansu czujemy się wręcz swojsko.

    Na tych samych postaciach widać jednak, że potrzebne jest pewne wyczucie twórcy. Im bardziej logicznie i spójnie się postać zachowuje, tym lepiej z nią rezonujemy. Psychologia przydaje się zatem od kuchni. Zgłębianie książek poświęconych typom charakterów lub temperamentów pomaga nabierać wyczucia. Uświadamia nam, jak ważne jest, by zachować u bohatera na przykład spójność myślenia i poruszania się. Może podsuwać rodzaje chorób lub niepełnosprawności. Pomaga nam patrzeć na człowieka z zaciekawieniem i zrozumieniem. Dzięki temu możemy tworzyć postaci, które finalnie czytelnik odbiera jako bardziej autentyczne. W końcu jesteśmy ludźmi i natychmiast wyczuwamy fałsz.

    Jestem zanurzona w obu tych obszarach: psychologii i pisaniu, dlatego mogę mówić o tym z własnego doświadczenia. Zanim zaczęłam zgłębiać psychologię, moje postaci były papierowe. Wydawało mi się, że wystarczy, by coś mówiły, czasem popłakały, pośmiały się i tyle. Zajęło mi sporo czasu i dojrzewania zanim pojęłam, kim jest dla mnie postać literacka, a kim człowiek. Jeśli też masz z tym rozróżnieniem kłopot, to podsuwam książki takie jak: “Motywacja i osobowość” Abrahama Maslowa, “Ciało a stres” Gabora Maté czy “Style charakteru” Stephena M. Johnsona. To dobry początek dla pogłębienia tematu. Jeśli natomiast czytasz po angielsku, to polecam blog Helping Writers Become Authors – tam znajdziesz bardzo dobrze opracowane koncepcje budowy postaci. Świetnie też zajęła się tym Bonda w swojej “Maszynie do pisania”.

    To prawie gotowa lista prezentów dla Mikołaja, prawda?

    Pamiętaj tylko, że zarówno budowa postaci, jak poznawanie natury człowieka wymagają czasu i wprawy. Daj sobie to. Sięgaj po wiedzę, testuj i pozwalaj, by to w Tobie pracowało. A z czasem życzę Ci, by zaskoczyła Cię wspaniała postać, która wyłoni się na kartach Twojej powieści.

    Powodzenia,
    m

  • W chorobie

    W chorobie

    Cześć, Autorze!

    Pociągam nosem w tym tygodniu. Mam nadzieję, że Ciebie to ominęło. I w gardle jakieś łaskotanie. Jeśli i tego Ci życie oszczędza, to jesteś aż o dwa nieszczęścia do przodu.

    Jednakże! Przypomniałam sobie, jak Magdalena Anna Sakowska pisała niedawno, że pisarz nie choruje – korzysta z czasu wolnego, by pisać! I muszę się nie zgodzić.

    Pisarz-ja nie pisze w chorobie.

    Nie researchuję.

    Nie mogę myśli zebrać, a co dopiero stworzyć z nich elegancką scenę.

    Pisanie oczywiście trwa przy mnie na dobre i na złe, przypomina o swoim istnieniu, ale moja głowa nie współpracuje.

    Z sentymentem wspominam czasy szkolne, kiedy w chorobie rozkładałam w łóżku zeszyty i pisałam. Wielka płyta (nie wiem, z czego była… pewnie sklejka) służyła mi za podkładkę pod notesy. Pościel była nieraz popisana. Moje palce też zdobił tusz lub atrament, a ja z zadowoleniem pół dnia leżałam w gorączce, majacząc dalsze partie historii, a drugą połowę dziergałam tekst.
    Nie dziwię się zatem, że przeziębienia kojarzą mi się głównie pozytywnie – z czasem odpoczynku i tworzenia.

    Nie tworzę, ale mam potrzeby. Jak bałagan przekracza moją akceptację, sprzątam. Czasem gotuję. I to nawet wytrwale: kompot albo zupę mocy. Dopiero jak już dzieje się bardzo źle, śpię.

    Z wdzięcznością przyjmuję też opiekę nad sobą, ale nie zwalniam się przez to z robienia herbaty.

    Podejrzewam, że tak już nauczyłam się funkcjonować. Poddaję się obowiązkom, a w momencie słabości, organizm woła o całkowity reset. Nawet, jeśli oznacza to rezygnację z tego, co sprawia mi frajdę.

    Czy wyrzucam sobie stratę czasu? Nie. Tekst nie zając – ma być dobry, nie szybki.

    Także moja rada z serca na dziś: jak Cię jednak dopadła słabość, nie rób z niej dodatkowego zmartwienia. Popiszesz jutro. Dziś weź kubek herbaty, znajdź ulubiony kocyk i podaruj sobie… odpoczynek.

    Jeśli mieszkasz w Łodzi, nabieraj sił, bo już po Nowym Roku zaoferuję w mieście nowe pisarskie działania!

    Pozdrawiam ciepło,
    m

Magdalena Krok Naprzód
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.